Sprawy nieminimalistyczne

Książki, ambicje, rozkminianie

Czy dziś będzie bardziej optymistycznie niż zazwyczaj? Nie wiem. Czy będzie minimalistycznie? Może trochę. Czy będzie motywująco? Postaram się. Będą rozkminy? Jak zawsze.

Książka

Czytam ostatnio fascynującą książkę. Póki co, nie zdradzę jej tytułu. Natomiast, jak skończę to przeczytam ją pewnie drugi raz, tylko po to, aby móc tutaj zrobić jej krótką recenzję. Akurat książka ta, a właściwie jej tematyka, w pewnym stopniu koresponduje z minimalizmem, więc temat mamy idealny.

Jako mini zajawkę powiem wam, że już na samym początku treść tej książki mnie zaskoczyła. Mianowicie, zawsze uważałam, że bawełniane ubrania są OK. No bo wiadomo, bawełna to włókno naturalne. Jednak okazuje się, że jej hodowla nie jest tak neutralna dla środowiska, jakbyśmy tego chcieli. Dlatego też mocno zaciekawił mnie trend poszukiwania materiałów alternatywnych. Ale o tym może innym razem…

Czytanie

No dobra. Ostatnio czytam bardzo dużo książek. Wręcz pochłaniam jedna za drugą, a mój stosik lektur do przeczytania powoli, acz systematycznie się kurczy. Jakiś czas temu przeczytałam książkę p. Miłosza Brzezińskiego Wy wszyscy moi ja. Byłam absolutnie oczarowana tą pozycją. Jasne, przez część po prostu przebrnęłam, ale spora jej część zdecydowanie obniżała mi koparę z każdą kolejną stroną. Bardzo polecam tę książkę.

W moje ręce trafiła też książka o porządkowaniu. Ot, niby nic wielkiego. Po prostu sposoby na segregowanie i oczyszczanie przestrzeni. Ale… jedna myśl z tej książki bardzo wbiła mi się w pamięć. I tu też nie będę tego zdradzać, ponieważ rozwinięcie tej kwestii będzie świetnym tematem na kolejny wpis.

Do tego wszystkiego dochodzą książki „szkoleniowe”, na temat umiejętności pisania, tworzenia i projektowania tekstów, SEO, marketingu. Wszystko po to, aby z czasem móc spełnić swoje ambicje i marzenia.

Ambicje

Tak miał brzmieć pierwotny tytuł tego wpisu. Bo niemal cały czas, od wielu tygodni, zastanawiam się, czy nie stałam się ofiarą własnych ambicji.

Nie raz w swoich tekstach wspominałam, że umysł mi świruje. Nie odpoczywa. Cały czas się coś w nim kołacze. I cały czas są to rozkminy, co zrobić, żeby osiągnąć sukces. Tak, sukces jest w pewnym sensie moim „marzeniem”. Ale nie sukces sam w sobie. Lecz taki poziom życia, który pozwoli mi na pewien spokój ducha.

Ale… czym właściwie jest sukces? Dla jednych bez wątpienia jest to rodzina. Dla innych świetnie prosperująca firma. A dla mnie? Jak mogę osiągnąć coś, czego nie umiem zdefiniować? Jak osiągnąć cel, którego nie ma? Czy będzie to odpowiednio duża suma na koncie? Czy właśnie świetnie prosperujący biznes? A może życie w wymarzonym miejscu? Kto wie. Ja niestety nadal mam wrażenie, że kręcę się w kółko i sama nie wiem czego chce od życia.

Hmm… sukces. Na ten temat powinien powstać chyba osobny wpis.

Wieczne zmęczenie

Matulu, jak ten stan mnie denerwuje. Już sama nie wiem, jak z tym walczyć.

Wiecie, jest taki spokojny weekend jak ten obencny. W głowie mam już jakiś wstępny zarys, co mogę zrobić, aby zrobić (mały, bo mały) krok to przodu. I jeb! Cały weekend oczy lecą mi w dół, ja nie mogę się skupić i jedyne o czym myślę to spanie. Ale, ale… drzemka nie pomaga. Chodzenie spać o 22 też nie pomaga. Kawa nie pomaga. Spacer na rozruszanie też nie pomaga…

Jednak mamy Instagrama. Otrzymałam dziś małą podpowiedź, co mogę jeszcze spróbować zrobić, aby zawalczyć z tym zmęczeniem. I pewnie od jutra spróbuję. Bo przecież tak się nie da funkcjonować! Naprawdę jestem mega sfrustrowana takim stanem rzeczy.

Na szczęście dziś udało mi się na tyle zmobilizować, że uszyłam kolejną maskotę. No i zabrałam się za ten wpis. Choć miał być film na YouTube… albo nawet dwa.

Czas na dumanie

Jak wspomniałam już ostatnio, plan na najbliższe wakacje jest mało oryginalny, bo znowu będą to Ateny. Plot twist natomiast jest taki, że będą to wakacje dłuższe niż „standardowe” i spędzę tam 4 tygodnie. 4 tygodnie na rozkminianie i dumanie, co robić dalej z własnym życiem. Jaką drogę obrać. Co zrobić, żeby osiągnąć sukces.

Te kilka tygodni w innym klimacie ma mi pokazać, czy jestem w stanie żyć gdzieś indziej oraz jak wygląda życie gdzieś poza Krakowem. Poza Polską.

Wiem, że Grecja w obecnych czasach nie jest najlepszym kierunkiem na emigrację. W końcu dużo lepiej żyje się i zarabia na północy. Ale w tym wypadku serce wydaje się silniejsze. Mam też nadzieję, że w listopadzie będę już dużo mądrzejsza, jeśli chodzi o to co robić dalej. Albo będę miała jeszcze większy bałagan w głowie… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.