Pragmatyczny minimalizm

Smartfonowy minimalizm

Cześć! Dziś był plan na nieco inny wpis, ale w ostatniej chwili zmieniłam zdanie. Stwierdziłam, że dziś porozkminiam sobie na temat minimalizmu „smartfonowego”. W końcu obecnie smartfony i aplikacje towarzyszą nam niemal cały czas i zapewne niejednokrotnie są używane niemal jak „centrum dowodzenia” naszym życiem.

„Dużo” aplikacji

Generalnie, nigdy wcześniej nie zaprzątałam sobie głowy ilością aplikacji w telefonie. Jednak do przemyślenia tematu skłoniło mnie kilka aplikacji, które zainstalowałam na swoim telefonie, a które mają mi służyć pomocą we wprowadzaniu pewnych praktyk i nawyków do mojego życia.

Zaczęło się jakieś 1,5 tygodnia temu, gdy wykupiłam kurs języka angielskiego online, którego jednym z elementów jest nauka słówek poprzez aplikację. Potem wpadłam na pomysł, że po co uczyć się jednego języka, skoro w ten sposób mogę uczyć się dwóch. I takim oto sposobem, na moim telefonie znalazły się trzy kolejne aplikacje. Tym razem do nauki greckiego.

(OK. Dosłownie w tej chwili zostały dwie. W końcu piszę o smartfonowym minimaliźmie. A po przemyśleniu sprawy, jednej apki ogóle nie używałam. Więc wyleciała.)

Ponadto, mniej więcej w czasie, gdy zaczynałam przygodę z kursem angielskiego, skończyłam czytać książkę o spokoju i koncentracji, którą wyhaczyłam dosłownie na kilka zł w koszyku w markecie. I tu znowu książka reklamowała aplikację, która miałaby pomóc w ćwiczeniach koncentracji, uważności, spokoju, itp. Zaciekawiona, zajrzałam do sklepu play, ale ani opis ani opinie na temat tej apki mnie nie przekonały. Natomiast sam sklep podsunął mi kilka innych aplikacji, które „kręcą się” wokół podobnych tematów. Z nich wybrałam dwie.

I to na ten temat miałam dziś pisać. Czyli trochę o noworocznych postanowieniach, trochę o przydatnych nawykach, trochę o pomocnych aplikacjach. Ale, zgodnie z dzisiejszym tematem, zaczęłam się zastanawiać nad ilością aplikacji, które znajdują się w przeciętnym telefonie.

Porządki w telefonie

Trudno obiektywnie ocenić, ale wydaje mi się, że nie mam jakoś turbo dużo zainstalowanych aplikacji w swoim smartfonie. Same przydatne. Ale czy na pewno? Jeszcze w trakcie pisania tego „arta” usunęłam z telefonu aplikację Amazona. Nie żebym była jakąś wielką fanką. Raz zamówiłam stamtąd jedną rzecz. Być może o jedną za dużo. Bo jaką opinię ma Amazon, gdy weźmiemy pod uwagę warunki pracy, chyba każdy wie. Tak czy siak, nawet ten jeden zakup skłonił mnie do zainstalowania tej aplikacji. Prawdę pisząc, nie umiem wyjaśnić czemu.

Mimo że (teoretycznie) nie mam wiele aplikacji i tak staram się zachowywać w nich względny porządek i grupować je w foldery. Tak, żeby łatwo mi się było w tym odnaleźć. Zatem, nawet jeśli mam jakieś zbędne aplikacje, to nie rzucają mi się w oczy podczas takiego „standardowego” przeglądania telefonu – to rozwiązanie szczerze Wam polecam.

(Właśnie w tym momencie zrobiłam sobie przerwę w pisaniu na przejrzenie aplikacji. I usunęłam 5 lub 6 z nich. Głównie apki, które mają swoje odpowiedniki dostępne przez przeglądarkę. Stwierdziłam, że po co mi aplikacje, jeśli mogę te same rzeczy wykonać na laptopie, wtedy gdy jest mi to potrzebne. Do tego apki, których używałam okazjonalnie, bardziej dlatego, że „były”, a nie dlatego, że było mi to potrzebne. Więc trochę odgraciłam swój telefon. Ten wpis naprawdę mi się przydał).

Jednak jedno muszę przyznać – zostawiłam jedną grę, która jest moim guilty pleasure. Służy mi ona jako kilkuminutowe odmóżdżenie, gdy tego potrzebuję.

Aplikacje do wszystkiego

Jeśli się tak dobrze zastanowić, to teraz chyba naprawdę na wyciągnięcie kciuka mamy dostęp do aplikacji niemal do wszystkiego. Kontrola snu (w tym oddechu czy chrapania). Kontrola ruchu i aktywności fizycznych. Medytacje i ćwiczenia oddechowe. Notatki. Obróbka zdjęć. Organizacja i kalendarze. Specjalistyczne aplikacje chyba dla każdego zawodu. To tylko ułamek, z którym ja się zetknęłam. Ponadto niemal każdy duży sklep ma swoją apkę.

Naprawdę można się w tym pogubić. A czy na pewno wszystkie te aplikacje są nam potrzebne? Czy Wy też łapiecie się na tym, że przy zakupach „skoro z aplikacją jest taniej, to instaluję”? Bo ja tak. Może nie jakoś turbo często, bo baaaardzo ograniczyłam zakupy – poza tymi podstawowymi oczywiście. Ale nawet teraz przeglądając telefon widzę, że mam kilka tego typu instalacji za sobą. Fakt, część z nich właśnie wyleciała. Lecz czy z czasem na ich miejsce nie zjawią się kolejne?

Jasne. To ja kontroluję, co instaluję w telefonie, ale któż z nas nie miał takiej chwili słabości przy zakupach.

Czy smartfonowy minimalizm ma sens?

Co o tym myślicie? W końcu, bycie minimalistą do czegoś zobowiązuje. Nie można mianować się minimalistą, a w tak podstawowym aspekcie jak telefon, mieć za przeproszeniem, burdel!

Oczywiście, żartuję. Jasne, że trzeba brać pod uwagę, jak „potężnym” narzędziem jest nasz smartfon i jak wiele czynności może nam ułatwić. Komunikacja, planowanie, praca, rozrywka. Kwestie nie do przeskoczenia. Jednak, czy nie warto szukać alternatyw przynajmniej dla części z tych aktywności?

Okej. Notatnik w telefonie to dla mnie podstawa. Zwłaszcza, jeśli planuję listę zakupów. Nie tylko przez to, że telefon prawie zawsze mam przy sobie. Przede wszystkim dlatego, że „oszczędzam” trochę papieru, który zużyłabym na taką listę.

Z drugiej strony, bardzo lubię planowanie z papierowych kalendarzach i na pewno nie umiałabym przerzucić się na takie planowanie w kalendarzu w komórce. Nooo… chyba, że bym musiała. Ale odbyło by się to z (nie)wielkim bólem.

Natomiast jeśli miałabym odpowiedzieć na pytanie z tego akapitu – według mnie, minimalizm w telefonie jak najbardziej ma sens. Choć nie koniecznie skrajny minimalizm. Myślę, że skoro mamy możliwość wspierania np. pewnych dobrych nawyków lub chociażby uczenie się, dedykowanymi aplikacjami, to warto z tej możliwości skorzystać. (O tym jednak rozpiszę się innym razem).

I nie piszę tego, dlatego, że tak właśnie robię. Tak właśnie robię, ponieważ tak uważam.

A czy Ty zastanawiałaś/eś się kiedyś nad smartfonowym minimalizmem i nad ilością aplikacji w swoim telefonie? Czy korzystasz z aplikacji bardziej „rozrywkowych” czy jednak „rozwojowo-organizacyjnych”? A może jakieś aplikacje wyleciały z Twojego telefonu dzięki temu wpisowi? Daj znać 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.