Tatuaż?! Na d… czole sobie zrób!

Dziś będzie totalnie z innej bajki i bardzo nieminimalistycznie. Dziś chciałabym podzielić się z Wami moimi kilkoma przemyśleniami na temat tatuaży. Dlaczego? Ponieważ mam kilka i, jak wspomniałam, jest to bardzo nieminimalistyczny element mojego życia. Tak, tatuaże to ważna część mnie.

Od czego się zaczęło?

Tatuaże nie były pierwszą formą modyfikacji ciała, na jakie się zdecydowałam. Wszystko odbywało się bardzo schematycznie. Najpierw było farbowanie włosów na „dziwne” kolory. Zaczęło się w gimnazjum – jedyny kolor włosów jakiego nie miałam na głowie to zielony.

Następnie były kolczyki w liceum i na początku studiów… po kilka w obu uszach, pępek, język, nos, brew. Kolczyk z języka wyjęłam kilka miesięcy temu po 13 latach. Natomiast kilka dni temu przebiłam ponownie nos, po kilku latach przerwy. Bo nagle nabrała mnie na to ochota i to zrobiłam 🙂

Szczerze mówiąc, nie pamiętam ile lat temu zrobiłam swój pierwszy tatuaż. Aż sprawdzę to w swoich źródłach na Facebook’u – wskazują trzeci rok studiów. Wyjątkowo, nie było to żadne malutkie dzieło. Jest to tatuaż, który zajmuje mój cały lewy bok, niemal od pachy po biodro.

Swój kolejny tatuaż zrobiłam po kolejnych trzech miesiącach. A potem następny i następny… Zdecydowanie należą one do moich pokus.

Tylko kryminaliści noszą tatuaże

Nie da się ukryć, że jest to często powtarzany w Internetach frazes. Frazes, ponieważ w żadnym wypadku nie uważam się za kryminalistkę. Frazes, bo znam baaardzo wiele wytatuowanych osób, których na pewno nie można zaszufladkować jako kryminalistów. Mają swoje kariery, rodziny, dzieci. Zatem skąd ten pogląd?

„Źródła historyczne” (czyt. fora internetowe) podają, iż kiedyś tatuowali się jedynie kryminaliści. Zapewne po to, aby okazać swoją przynależność do tej wybitnej grupy bądź wierność swoim ideałom czy też liderom… Nie wiem czy tak było, byłam za młoda na to, aby mieć takie obserwacje. Pierwszą osobą w moim otoczeniu, która miała tatuaż, był mój wujek, który zdecydowanie nie jest przestępcą (albo o tym nie wiem, ale naiwnie będę obstawać przy swoim). W jego wypadku sprawdziła się kwestia ideałów – od wielu lat mieszka na obczyźnie i wytatuował sobie ważny dla siebie symbol.

Szkoda natomiast, że tak wiele osób zapomina o tym, że historia tatuażu sięga starożytności i robiły je plemiona z całego świata. Żałuję, iż te zdobienia ciała sprowadzane są do „ozdób” więziennych, natomiast pomija się chociażby piękne tatuaże maoryskie. Z resztą źródła podają, iż ta forma zdobień była też popularna na naszych słowiańskich ziemiach, zwłaszcza w formie tatuaży rytualnych.

Ten temat zdecydowanie dzieli ludzi. Na posiadaczy, przyszłych posiadaczy, obojętnych i potępiaczy. Choć szczerze przyznam, że bezpośrednio nie spotkałam się nigdy z jakimś atakiem spowodowanym moimi tatuażami, zwłaszcza, że są one bardzo widoczne. OK, jest jeden wyjątek – jedna z moich ciotek, która „zabroniła” mi robić więcej dziar. A było to kilka tatuaży temu 🙂

No dobra, był też mój ostatni chłopak, który na moje stwierdzenia, że zrobię sobie kolejny tatuaż, kwitował tylko „Tatuaż? Na czole sobie zrób” – tak, to stąd tytuł. (Brawa dla tych najbardziej spostrzegawczych!)

Co ten tatuaż oznacza?

Przyjęło się, iż każdy tatuaż musi mieć jakieś znaczenie. W innym wypadku jest to wielka głupota. No bo po co umieszczać na swoim ciele obraz czegoś co TOTALNIE nie ma znaczenia? Przecież to nie ma sensu…

Część moich tatuaży ma znaczenie, a część nie. I nie mam z tym żadnego problemu. Mam wytatuowane ważne daty, cytaty i „symbole”. Oraz obrazy, które po prostu mi się podobały i uważam je za fajną ozdobę.

Tak, wiem, iż przeciwnicy tatuaży nigdy nie uznają ich za ozdobę, wręcz przeciwnie. Jednak zawsze będę powtarzać, że mają oni prawo do swojego zdania, tak jak ja do swojego. Kiedyś w nieskończonych internetowych źródłach napotkałam obrazek, na którym było napisane: (uwaga, tłumaczę z angielskiego!)

Jedyna różnica między wytatuowanymi ludźmi, a tymi bez tatuaży jest to…

że wytatuowanych ludzi nie interesuje to, że nie masz tatuaży.

Uważam, że jest w tym dużo prawdy. Niestety, nigdy nie pojmę, dlaczego ktoś, kto nie lubi tatuaży uważa, że mnie to obchodzi. Przecież nie musi ich robić i nie uznam, go/ją za gorszego czy lepszego człowieka. W tym kontekście dziary nie mają żadnego znaczenia. Liczy się to jaką jesteś osobą, co masz w głowie i w sercu.

Tak, to mój tatuaż 🙂

Tatuaż boli? Musi boleć…

Oj, tatuowanie boli. Oczywiście, nie napiszę tu nic odkrywczego – wszystko zależy od miejsca. Choć wydaje mi się, że pierwszym tatuażem, tym na żebrach, wysoko ustawiłam sobie próg bólu i żaden nie będzie bolał aż tak. Faktycznie, jeśli ktoś mnie pyta, czy tatuaż boli, to wciąż pamiętam to uczucie „skakania” igły po żebrach. Miałam wrażenie, że po skórze tańczą mi żyletki, a nie igła z tuszem. Co do innych miejsc, to im bliżej pachwiny, tym bardziej łaskotało. Zazwyczaj też towarzyszy temu uczucie spięcia najbliższych mięśni. To tyle, jeśli miałabym zobrazować ten ból. Pewnie, że jego poziom zależy od samego petenta i jego wytrzymałości. Moje odczucia są takie, jak je opisałam.

To samo nieodkrywcze stwierdzenie – ból zależy od miejsca. Im bliżej kości tym gorzej. Na tłuszczyku boli mniej 😉 Aczkolwiek na karku też miało boleć, a ja zbyt wiele nie czułam. Zatem znowu musimy wrócić do źródeł – wszystko zależy od konkretnego człowieka.

Ale skoro tak boli, to czemu sobie to robisz, zapytacie? Ponieważ nie ma lepszego uczucia niż koniec dziarania. Kiedy wiesz, że Twoje cierpienie dobiegło końca. I niemal od razu masz ochotę na koleje „dzieło”. Nie znam nikogo, kto ma tatuaż i nie myśli o kolejnym. Nie wiem w ogóle, czy to jest w ogóle możliwe. Choćby brzmiało to nie wiadomo jak górnolotnie, prawda jest taka, że to uzależnia. Jak adrenalina, szybka jazda czy czekolada.

Tatuaż – jedyna „rzecz” za pieniądze, którą zabierzesz do grobu

Nie będę przekonywać nikogo, że tatuaże są super i trzeba się dziarać bez opamiętania. Wymagają przemyślenia i konsekwencji. Nie są jak bluzka, która w sklepie nam się podobała, a w domu już nie, więc możemy ją oddać. Nie są jak nieudana fryzura, gdy włosy odrosną, a kolor można zmienić.

Tatuaże są na całe życie. Skazują nas na pewne zaszufladkowanie. Mogą stanowić przeszkodę do zdobycia wymarzonej pracy. Ja mam to szczęście, że mojemu szefowi nie przeszkadzają, jednak nie każdy będzie mieć takiego farta. Nie każdy źle zrobiony tatuaż da się „naprawić”. Dany motyw może się znudzić, stać się nieaktualny lub niemodny. Oczywiście wszystko zależy od tego, czym się kierujemy przy wyborze motywu, który ostatecznie wyląduje na naszej skórze. Jednak buntowniczy obrazek lub wulgarne hasło nie musi nam odpowiadać za kolejne 5, 10 czy 15 lat.

Uwielbiam tatuaże. Nie potrafię być minimalistką w tym względzie. Uwielbiam to uczucie , gdy na moim ciele powstaje kolejne dzieło. Chociaż przed każdą sesją odczuwam stres i ekscytację. Czy żałuję któregoś z moich tatuaży? Może trochę jednego. Był czymś w rodzaju prezentu dla osoby, z którą miałam spędzić resztę życia (o ja naiwna!). Osoby nie ma, tatuaż został. Na szczęście nie jest to nic personalizowanego, więc nie stanowi żadnej przeszkody w przyszłości. Tylko ja znam jego historię.

Tak, obrazek na górze wpisu przedstawia jeden z moich tatuaży 🙂 jeden z wielu. Kolejne są oczywiście w planach.

W powyższym wpisie nie chciałam skupiać się na kwestiach technicznych, jak dbanie o świeży tattoo, przygotowanie, itp., gdyż na ten temat w Internecie można znaleźć mnóstwo informacji. Chciałam jedynie podzielić się swoimi przemyśleniami.

Czy Wy macie tatuaże bądź jakieś planujecie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *