Cześć! W poprzednim wpisie w kilku słowach opisałam Wam moją przygodę z szamponem w kostce. Dziś mogę Wam napisać, że przygoda ta jest niemal zakończona. Niemal, ponieważ zostały mi resztki ostatniej kostki, które próbuję zużyć, ale nie mam już do tego serca. I już kupiłam „normalny” szampon. Poniżej napiszę Wam dlaczego…

WIĘKSZE ZUŻYCIE WODY 

Nie napiszę Wam, że jest to wina samego szamponu. Jednak ze względu na to, że pieni się on dużo słabiej niż zwykły szampon, mam wrażenie, że dużo mocniej muszę namoczyć włosy, aby osiągnąć taki efekt, na którym mi zależy. Wydaje mi się, że włosy muszą być dużo dokładniej zmoczone, niż przy użyciu zwykłego szamponu. A co za tym idzie, wody leje się po prostu więcej.

Jak wspomniałam, niekoniecznie wynika to z samego szamponu w kostce, jednak niestety, ma on na mnie taki wpływ. Dodatkowo zdarzało mi się, moczyć jeszcze sam szampon, a co za tym idzie, wylewać jeszcze więcej wody. Więc w ogólnym rozrachunku, nie było to dla mnie ani ekonomiczne, ani ekologiczne.

WIĘKSZE ZNISZCZENIE WŁOSÓW

Nie wiem czy jest to normą, jednak po użyciu szamponu w kostce, mam wrażenie, że moje włosy zrobiły się po prostu bardziej suche. Ciężko stwierdzić, czy jest to efekt składu chemicznego samego szamponu czy też mocniejszego pocierania włosów (po to, aby lepiej się spieniły), ale fakt to fakt. Mam wrażenie, że włosy są po prostu bardziej zniszczone.

Efektem było to, że postanowiłam kupić jakąś odżywkę do włosów. Co prawda, stanęło na jedwabiu do włosów, ale wciąż jest to kolejne plastikowe opakowanie, które pojawia się w naszej łazience. A w końcu nie po to zaczynamy stosować szampon w kostce.

NIE UMIEM ZUŻYĆ GO DO KOŃCA

Butelkę po zwykłym szamponie można rozciąć, dzięki czemu, można zużyć go do niemal ostatniej kropli. Można do takiego opakowania nawet wlać wodę i takim roztworem umyć włosy. A jak wygląda to w przypadku szamponu w kostce? 

Pod koniec kostka zaczyna się łamać i kruszyć, przez co wiele jej części ląduje w odpływie. To, co nam zostaje, też bardzo ciężko zużyć – mam wrażenie, że te najmniejsze części szamponu zamiast się rozpuszczać, zostawały zaplątane we włosach, a ja musiałam z tym walczyć… a woda się lała. 

Dla mnie osobiście, jest to bardzo duży minus, gdy końcówki kosmetyku nie mam ochoty zużyć, tylko wyrzucić dla świętego spokoju. A tych kawałków, które spadały do odpływu nawet nie chciało mi się ratować…

SZAMPON W PŁYNIE

Koniec końców jest taki, że nie kupiłam kolejnego szamponu w kostce. Tę resztkę, która została, bez żalu chyba wyrzucę i wrócę do zwykłego szamponu w płynie. 

Jednak przygoda z szamponem w kostce pokazała mi jedną rzecz – nie muszę nalewać sobie na dłoń aż takiej wielkiej ilości szamponu. Ponieważ mam już normalny szampon, używam go naprzemiennie z kostką, aby tamtą jakoś zużyć. Można powiedzieć, że ograniczyłam zużycie płynu niemal o 2/3, co może dać Ci obraz, ile zużywałam go wcześniej.

Dzięki temu, butelkę, która skończyłaby mi się w miesiąc, będę używać dużo dłużej, niż przed przygodą z szamponem w kostce. Co akurat jest ogromnym plusem, zarówno pod kątem finansowym, jak i ekologicznym.

CZY POLECAM SZAMPON W KOSTCE?

Tak, polecam każdemu taką przygodę. Jednak musicie być gotowi na pewne niewygody i konsekwencje. Jednak taki romans może mieć dwojakie konsekwencje. Szampon w kostce zostanie z Wami na dłużej, jeśli nie na zawsze. Bądź docenicie swój zwykły szampon w płynie, jednak zaczniecie zużywać go mniej. Z resztą nie tylko szamponu, bo i żelu pod prysznic, i pasty do zębów i każdego innego kosmetyku z Waszej łazienki.

A czy Ty używałeś/aś kiedyś szamponu w kostce? Jakie są Twoje odczucia i wnioski?