Od dawna nie mogę się skupić. Wydaje mi się, że tego typu komunikaty rzucałam w swoich tekstach już nie raz. Ciężko zabrać mi się za cokolwiek, bo moje myśli wręcz kotłują. I to bardzo przeszkadza w pisaniu tekstów. A przecież tak bardzo to lubię…

Mentalny rozgardiasz

Do pisania tekstów bez wątpienia potrzebne jest skupienie. I choć na wielu płaszczyznach walczę o minimalizm, mam wrażenie, że ilość impulsów jakie docierają do mojego mózgu jest ponadprzeciętna. I nie wiem czy jest to problem dotykający mnie od zewnątrz czy od wewnątrz.

Moja praca powoduje, że w tym gorącym okresie roku, nawet po wyjściu z biura, messenger mi „dzwoni” średnio co kilkadziesiąt minut. A gdy pojawiają się problemy, nawet co kilka. Za co się nie wezmę, messenger pika. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu. I tak przez większą część roku.

Jeszcze do niedawna, po sezonie też pikał. /Ale już raczej nie będzie i to przez długi czas./ Pik. Pik. Czy zastanawialiście się kiedyś, jakie to jest stresujące?

Medytacje? Ćwiczenia oddechowe?

Ok. Wychodzę na marudę. Nie dość, że piszę niewiele, to najczęściej opisuję jakieś problemy. W tamtym roku była to walka z migreną, w tym jest to mentalny rozp%*^$dol. Jednak o ile walkę z migreną przegrałam (nadal mam je regularnie), o tyle z bałaganem w głowie obiecuję sobie walczyć.

Znacie jakieś sposoby na uspokojenie głowy? Bo mi pierwszy na myśl przychodzi spacer. Ale wtedy zawsze dużo kminie. Medytacje? Nigdy nie próbowałam, bo wydawały mi się szarlatańskie. Choć w mojej sytuacji jestem gotowa spróbować wszystkiego. Ćwiczenia oddechowe? Też są polecane. Joga? Wysoki level.

W sumie, jakiś czas temu starałam się wprowadzać wieczorną rutynę. Wiecie, taką, że godzinę przed spaniem żadnego światła niebieskiego tj. TV czy smartfona, tylko książka na wyciszenie. A przed samym snem odpalałam jakąś apkę medytacyjną, w której właśnie pojawiały się ćwiczenia oddechowe. Ale cóż z tego, gdy nie potrafiłam się na tym skupić, tylko moje myśli płynęły swoimi prądami, a skupienie gdzieś umykało.

Czy to uleczalne?

Myślę, że taki brak skupienia to pewnego rodzaju epidemia (wiem, niefortunne słowo w tych czasach). Jesteśmy tak mocno bombardowani sygnałami z każdej strony, że mózgi nam świrują. I podziwiam ludzi, którzy potrafią się od tego odciąć. Wychillować. Oczyścić umysł z tego całego bagażu myśli.

Podczas pisania tego tekstu zrobiłam sobie mały test na skupienie. Wyciszyłam telefony i odwróciłam je ekranami do dołu. Wyłączyłam też FB na laptopie. I wiecie co? Jakieś 4-5 razy sprawdziłam telefon czy nic nie dzwoniło, zaczęłam szukać grafiki do tego wpisu, poszukałam znaczenia lotosu jako symbolu i napisałam do studia tatuażu o termin. A to wszystko w ciągu dosłownie kilku ostatnich minut.

Multitasking rzekniecie? Niestety, już od jakiegoś czasu mówi się o tym, że multitasking nie jest najlepszą metodą wykonywania zadań. O wiele lepiej jest je robić po kolei i sukcesywnie. Dzięki temu jesteśmy w stanie więcej uwagi poświęcić na dane zadanie i nie wybijamy się z rytmu.

Wnioskuję, że mnóstwo pracy przede mną w walce z tym moim brakiem skupienia.

Plaża

Gdzie najlepiej odciąć się od wszystkiego? Najlepiej na plaży jakieś 2000 km od domu. Mój ambitny plan zakłada, że dłuższy urlop na własnych zasadach pozwoli mi nieco odetchnąć od problemów dnia codziennego. Czy się to uda? Nie wiem. Jednak nie pozostaje mi nic innego, jak mieć nadzieję.

Nie będę oryginalna. Wiecie jak kocham Ateny, więc ciężko byłoby mi obrać inny kierunek. A w Atenach nie brakuje plaż, na których można pomedytować i podjąć próby oczyszczenia głowy. Wierzę, że fizyczny dystans pozwoli mi również osiągnąć dystans mentalny od wielu zagwostek, które mnie przytłaczają.

A pewnie przy okazji pobawię się w Youtubera podróżnika, co jest ambitnym, ale nie niewykonalnym planem 🙂 Termin? Październik 2022. Co, biorąc pod uwagę to jak czas zapierdziela, nastąpi już naprawdę niedługo 🙂

P.S. Lotos na skupienie

Co naprawdę zabawne, znaczenie kwiatu lotosu to m.in. harmonia czy równowaga (więcej tutaj). Pewnie nie wiecie, gdzie tu dowcip, ale biegnę z pomocą – mam wytatuowany kwiat lotosu. Po prostu, bo mi się podobał. A tu taka magiczna moc za nim idzie. Ok, uznajmy to za dobry znak i szansę na zmiany 🙂