#nonshopping w kwietniu i maju

Dziś będzie łączony (a mimo to krótki) wpis na temat „Ja i zakupy” z ostatnich dwóch miesięcy. Jak sobie poradziłam od marca? Tutaj akurat jest się czego wstydzić, gdyż w tym czasie trochę popłynęłam. Na usprawiedliwienie dodam, że w międzyczasie obchodziłam urodziny, ze zmianą kodu, więc sprawiłam sobie „kilka” prezentów.

Kwiecień plecień

Kwiecień jest jednym z moich ulubionych miesięcy, ponieważ jest to miesiąc moich urodzin. Poza tym zazwyczaj jest to początek wiosny, zaczyna być zielono i pojawiają się pierwsze kwiaty i świeże owoce oraz warzywa. Mamy więcej słońca i jest cieplej. Nie można nie lubić kwietnia.

No i właśnie z powodu wspomnianych wcześniej urodzin, sprawiłam sobie kilka mniej lub bardziej przydatnych prezentów. OK. Ja sprezentowałam sobie mniej przydatne rzeczy, jak kolejne ubrania – choć starałam się baardzo ograniczać. Więc stanęło na nowych spodniach, bluzce i sukience.

Jednak najlepszy prezent dostałam od swojej przyjaciółki. Było to coś, co miałam plan kupić już od dawna, ale jakoś nigdy nie mogłam zdecydować się na konkretny model. Blender. Jako największy atut tego urządzenia uważam możliwość robienia smoothie. Odkąd mam ten blender, spożywam zdecydowanie więcej owoców w formie koktajli. Wydaje mi się (choć być może to tylko efekt placebo), iż coraz lepiej się czuję i mam więcej energii.

Zatem w kwestii zakupów spożywczych, mocno zmieniły się kierunki moich wydatków. Chyba jeszcze nigdy tak dużą część budżetu nie przeznaczałam na świeże owoce. Banany, kiwi, jabłka, gruszki. Do tego świeży szpinak i ogórek i mamy doskonałą i smaczną bombę witaminową.

Deszczowy maj i zakupy

Maj w tym roku był wyjątkowo deszczowy i zimny. Niestety nie mogliśmy się zbyt mocno nacieszyć jego urokami, kwiatami, słońcem i bezchmurnym niebieskim niebem. Jednak w minionym miesiącu pofolgowałam sobie w temacie zakupów trochę mniej.

Mimo mocnego postanowienia poprawy, dokupiłam kilka T-shirtów. Niewiele, ale jednak. Chociaż nie są to aż tak hurtowe ilości jak wcześniej. Do tego kilka kosmetycznych nowości w mojej toaletce, które chcę sprawdzić. Tym razem jednak nie były to kolejne kosmetyki kolorowe, a pielęgnacyjne.

Jak kiedyś wspomniałam, długo walczyłam z trądzikiem, czego ślady nadal widać na mojej twarzy. Stwierdziłam zatem, że wypróbuję tonik z kwasami, który ma pomóc mi w złuszczaniu cery. Do tego olejek z pestek malin, aby ją mocniej odżywić i nawilżyć. Czy te specyfiki się sprawdzają? Jeszcze chyba za wcześnie na wyrokowanie, jednak pokładam w nich spore nadzieje. Jeśli faktycznie będę widzieć efekty, opiszę to w którymś z kolejnych wpisów.

Podsumowanie krótkie jak moja lista zakupów

Zarówno w kwietniu, jak i w maju kilkukrotnie odwiedzałam krakowskie centra handlowe. Nadal były to zakupy bez konkretnej wizji, czego potrzebuję i chcę kupić. Jednak wiele razy udało mi się powstrzymać od bezsensownych zakupów i czuję z tego powodu pewną dumę.

Oczywiście, wciąż są części garderoby, które bardzo chciałabym mieć w swojej szafie. Jednak świadomie odkładam te zakupy, aby mieć pewność, że nie jest to chwilowa fanaberia 🙂 Z resztą można powiedzieć, że ubrania to obecnie moja jedyna słabość. Niemal całkowicie wyzbyłam się potrzeby kupowania nowych lakierów do paznokci i kolorowych kosmetyków, takich jak cienie do powiek, pomadki czy pudry.

Cóż, są dni gdy po prostu przepadam za zakupami. Ważne jest jednak to, że podchodzę do nich dużo rozsądniej. Aczkolwiek nadal muszę nakładać na siebie pewne ograniczenia, by się nie zapominać. Oczywiście, to nie tak, że wpadam w szał zakupów i kupuję wszystko co mi wpadnie w ręce. Jednak czasami mam ochotę wyłożyć pieniądze na coś, co nie jest mi niezbędne do życia ani nawet nie potrzebuję tego w garderobie. Taka słabość, nad którą pracuję.

Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale myślę, że cała sprawa jest tego warta. Czy Wy też macie jakieś swoje zakupowe słabości? Z kupowania czego byłoby Wam najtrudniej zrezygnować?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *