Dziś znowu odejdę kilka kroków od tematu minimalizmu. I znów będzie bardziej filozoficznie niż pragmatycznie. Ponieważ dużo łatwiej pisać mi o swoich przemyśleniach niż dawać rady typu Krok po kroku. Z weną też u mnie różnie bywa, więc jak już jest, to niech tworzy co jej pasuje. A ten wpis jest wynikiem kilku ostatnich tygodni, przemyśleń i rozmów. Na tapet wjeżdżają marzenia.

Ach, te marzenia…

Wiecie jakiego pytania nie znoszę? „A po co Ci to?” Aż mną wstrząsa, gdy rozmawiam z kimś, mówię mu/jej o tym co zamierzam zrobić albo kupić i słyszę to pytanie. Dlaczego mam się przed tą osobą tłumaczyć? Dlaczego mam uzasadniać swoje plany czy wybory? Czemu ktoś daje sobie prawo, by oceniać moje możliwości na ich spełnienie?

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie marzenia da się lub trzeba spełnić. Niektóre są pewnego rodzaju motywacją do działań. Ale są też takie, które komuś się wydają po prostu głupie lub nieodpowiednie. Pierwszy z brzegu przykład? Mój zakup węża. Najpierw jednego, potem drugiego.

Węże

Chyba żadne inne pytanie nie padło wówczas tyle razy co to… po co ci one? Jednak myślę, że całkiem dobrze wyjaśniłam to tutaj. Lecz w dużym skrócie ujmę to tak… są to wspaniałe zwierzęta do obserwacji i hodowli. Na swój sposób mniej wymagające niż psy czy koty. Jednak niewiele mniej satysfakcjonujące w kontakcie. Uwielbiam moje węże tak samo jak kota i są dla mnie takimi samymi pupilami.

Marzenia
Moja Lilka
Tatuaże

W sumie to od nich powinnam zacząć. Pierwsze pojawiły się na moim ciele kilka ładnych lat temu. Jak pewnie zgadniecie, od razu padło mnóstwo pytań w stylu a po co? Ech… już chyba wiecie jak mnie ono drażni. Nie inaczej było wtedy. Co prawda, im więcej mam tatuaży, tym rzadziej pada nasze ulubione zapytanie. Jednak czuję, że są osoby, które chętnie by mi je zadały.

Czy tatuaże mogą być marzeniem? Owszem. Gdy panuje epidemia, wszystkie studia są zamknięte, a góra nie kwapi się, aby je otworzyć. A do głowy co jakiś czas wpada pomysł na coraz to lepszą dziarę. Cóż, pozostaje mi czekać cierpliwie. Miejsca w końcu zostało mi jeszcze całkiem sporo.

Mój skończony rękaw

Czy ktoś, kogo węże nigdy nie interesowały lub wręcz darzy je obrzydzeniem, zrozumie moją fascynację tymi zwierzętami? Albo fanatyczny przeciwnik tatuaży zrozumie, że to nie wynik odsiadki albo choroby psychicznej? Czy jest też w stanie zrozumieć, dlaczego ich posiadanie może być czyimś marzeniem? Przecież trzeba marzyć o wielkim domu albo fajnym samochodzie. Albo na odwrót… Lub co gorsze… Jeśli jesteś kobietą, to musisz marzyć o dobrym mężu i dzieciach.

Oczywiście, nie neguję tego typu pragnień, bo przecież jest to indywidualna sprawa każdego z nas. Tylko nie mogę zdzierżyć, że kogoś dziwi dążenie do innych rzeczy, niż powszechnie przyjęte za normę. Jasne, chcę mieć dom. Ale nie na działce pod lasem, tylko na greckiej wyspie. Czy to kiedyś spełnię? Z całego serca wierzę, że tak. Czy mając dom czy mieszkanie w PL będę się czuła gorsza? Nigdy w życiu. Jednak marzeń z głowy nikt mi nie odbierze.

Warto mieć pragnienia

Jak już wspomniałam, one motywują nas do działania. Czasami pozwalają oderwać myśli od tych codziennych, zwykłych spraw, z którymi się zmagamy. Innym razem pozwalają trochę inaczej spojrzeć na rzeczywistość. Pewnie, że nie jest dobrym rozwiązaniem odpływać przy każdej okazji, gdy pojawi się problem. Albo całe życie tylko marzyć o niebieskich migdałach, zamiast działać. Zdecydowanie polecam wypośrodkować te kwestie i małymi kroczkami spełniać swoje marzenia i cele. Te mniejsze i te większe. I przede wszystkim, warto kierować się własnym rozsądkiem.

Jak wspomniałam, dziś będzie bardziej filozoficznie i rozkminkowo. Dlatego chciałabym, aby jedną z głównych myśli, jaką zachowasz w głowie po tym wpisie jest to, że głupie marzenie, które jest Twoje, tak naprawdę nie jest głupie.

Cóż, zdaję sobie sprawę, że dziś mało wrzucam tu odkrywczych myśli. Jeśli w ogóle się tu takie znajdą. Ale tak, jak napisałam we wstępie, dzisiejszy wpis jest wynikiem kilku sytuacji i rozmów. A także tego, że znowu zaczęły mi się w głowie „odzywać” moje cele i pragnienia, których wciąż nie zrealizowałam. Jedne są bardziej realne do spełnienia, inne mniej. I wiem też, że na sporą część z nich usłyszałabym A po co Ci to? Brrr… aż znowu mną wzdrygnęło.

Budzić się mając taki widok z okna…

Ponadto doskonale zdaję sobie sprawę, że to, co siedzi mi w głownie, nie jest skrajnie szaloną wizją na przyszłość. Jednak mimo wszystko widzę, jak ludzie reagują na moje pomysły.

Szalone marzenia

Tak naprawdę, nie mam szalonych marzeń. Wszystko co mam w głowie, to po prostu rzeczy, które pasują do dwudziestoparolatka, a nie do babki po 30stce. Niestety, są osoby, które nie potrafią pojąć, że takie ograniczenia mi nie pasują. I sama myśl o tym, że są osoby, które patrzą na to w ten sposób, sprawia, że czuję się zła.

Nie będę się tu obecnie wdawać w szczegóły. Po prostu wiem, jak ludzie reagują, gdy słyszą o moich /i nie tylko/ pomysłach. I wiem jak to podcina skrzydła. Nie myśli się wtedy o sposobie na realizację pomysłu, tylko nad jego sensem. Czy faktycznie te nasze pomysły nie są głupią zachcianką… Nie są! A na każde pytanie „Po co?” i „Dlaczego?” będę odpowiadać bo mogę… bo chcę… bo mam taki kaprys.

Może kiedyś też tak będę 🙂

Być może niektórzy z Was nigdy się nad tym nie zastanawiali. Może odbyliście kilka rozmów w stylu „a po co?” i przeszliście nad tym do porządku dziennego. Ja tak chyba nie potrafię. Naprawdę czuję się zła, gdy słyszę, że coś mi nie wypada tylko ze względu na płeć lub wiek. Albo, co gorsza, ktoś tego nie rozumie i już.

Jednak to wszystko sprawia, że jeszcze bardziej doceniam osoby, które słysząc takie pomysły mówią Tak, zrób to! I na te dobre dusze chciałabym zwrócić Waszą uwagę. Być może taka osoba sprawiła, że odważyliście się na coś, na co sami byście się nie zdecydowali.

I życzę Wam, abyście też byli takimi duszyczkami dla swoich bliskich.

Bądźcie zdrowi i uśmiechnięci w tych trudnych czasach!