Sprawy nieminimalistyczne

Minimalizm w pisaniu

Heh, skoro w zamyśle ten blog miał być o minimaliźmie, to faktycznie, prowadzę go w sposób wyjątkowo minimalistyczny. To samo możecie zauważyć z prawej strony, w instagramowej i youtubowej zakładce. Tam również prawie mnie ostatnio nie ma. Dlaczego?

Madena Handmade

Tak, tak. To znowu będzie wymówka. Podeszłam do tego projektu bardzo ambitnie i staram się poświęcać mu jak najwięcej, a w zasadzie całą uwagę. Co prawda miotam się tam między szyciem maskotek, projektowaniem drobnych „gadżetów” i dzierganiem czapek i szalików. A ostatnio doszły do tego jeszcze szydełkowe zabawki. /Ok, z tym dopiero zaczynam, ale oczywiście cały arsenał potrzebnych włóczek i przyrządów już do mnie idzie./

Nie zmienia to faktu, że serio poświęcam temu dużo czasu, choć może nie zawsze na to wygląda. Ale ten mój cenny czas muszę dzielić na szukanie inspiracji i projektowanie wzorów, szycie tego co wymyślę, zdjęcia i opisy w sklepie i social mediach oraz wszystkiemu co towarzyszy podobnej działalności. Człowiek orkiestra 😀 „Deleguj zadania” powiecie? Nie ta skala moi drodzy. Mam nadzieję, że przyjdzie kiedyś moment, gdy będę musiała skorzystać z pomocy osób trzecich. Lecz póki co, ani skala ani zarobki na to nie pozwalają. Za to ja ciągle uczę się nowych rzeczy, co zawsze uznaję za pozytyw.

I przy okazji, zapraszam na stronę Madena Handmade. Dziś na tamtejszym blogu popełniłam krótki wpis na temat certyfikatu Standard 100 by Oeko-Tex®. Może dowiecie się z niego czegoś ciekawego 😉 A na pewno znajdziecie na niej ciekawe maskotki z możliwością personalizacji – idealne na prezent dla każdego!

Co z moim minimalizmem?

Generalnie, muszę się pochwalić, że bardzo dobrze. W minionym 2021 roku, moje zakupowe szaleństwo polegało na kupieniu dosłownie kilku rzeczy. Czy były to przedmioty niezbędne? Na pewno nie. Ale np. na biały zegarek chorowałam kilka lat, lecz żaden model mi nie pasował. Aż w końcu trafiłam na model Swatcha, który pasuje mi idealnie. Do tego para białych butów plus kilka T-Shirtów. I chyba na tym kończy się moja lista „ubraniowych” zakupów w ostatnich kilkunastu miesiącach. Przynajmniej „ubraniowych”.

W sumie, jeśli zestawić rok 2020 i 2021 w temacie moich fotograficznych zakupów, to ’21 też wypada naprawdę świetnie pod kątem minimalizmu. Kupiłam kilka teł do zdjęć produktowych i lampę pierścieniową i na tym chyba lista się kończy. Choć nie pamiętam w którym roku do mojej listy sprzętów dołączył Nikon D600. Używam go dość często do zdjęć produktowych, ale nie obkupiłam się w całe zaplecze obiektywowe, tak jak to było z Canonem.

Gdzie nie jest minimalistycznie? W moich zasobach materiałowych do szycia maskotek… mam tego całą szafkę. Plus szufladę włóczek, choć tych realnie wcale nie ma tak dużo. Ale w tej kwestii nie umiem i nie zamierzam być minimalistką. Jest to obszar, w którym działam sobie twórczo i bardzo często (choć nie zawsze) się relaksuje. Taką wybrałam drogę.

Plany na 2022?

Jak zawsze są ambitne. Chciałabym więcej pisać i robić więcej zdjęć. Przy tym mniej się stresować i mieć mniej dylematów na rzecz konkretnych planów. Bo wiecie… Od pomysłów na różne realizacje madenowe aż pęka mi głowa. A potem przychodzę z mojej etatowej pracy, zasiadam do dzieła i… pustka. Tyle myśli kołacze mi się w głowie, że ciężko mi się skupić na konkretnej rzeczy. Poza tym, moje popołudnia to ciągłe dylematy na temat tego czym się zająć. Szycie nowej maskotki? Projektowanie nowej zabawki? Dzierganie czapki wg nowego wzoru? Wpis na bloga? Film na YT? A jeśli tak, to na który kanał? Teraz dojdzie szydełkowanie maskotek… wg jakiego wzoru?

Tak, moje popołudnia to ciągła walka ze sobą. A z nikim tak ciężko mi się nie walczy. Sposobem na to ma być zapisywanie pomysłów i działanie wg planu. Z tym, że faktycznie muszę te pomysły zapisywać i plan określać… tylko muszę się do tego zmusić 🙂 muszę…

Na szczęście /odpukać/, od jakiegoś czasu rzadziej boli mnie głowa. Co prawda, przez jakiś czas byłam na tabletkach, ale działały bardzo losowo i/lub miały beznadziejne efekty uboczne. Więc chwilowo przerwałam leczenie, a migrena znowu stała się bardziej przewidywalna. Przynajmniej na razie. Jeśli znowu coś będzie w tym temacie nie tak, wrócę do leczenia. Choć pewnie zmienię lekarza.

Ooo… i chciałabym więcej czytać. A konkretniej, chciałabym umieć zrezygnować z innych działań na rzeczy czytania. Bo osiągnęłam jakiś dziwny etap umysłowego spie^%$*lenia, który doprowadza mnie do wyrzutów sumienia, gdy tylko myślę zajęciu się czymś nie związanym z szyciem, projektowaniem czy dzierganiem. A przecież czytanie jest dobre i pouczające, słyszysz to mózgu?

Epilog

Czy coś w mojej głowie się poukłada? Ciężko powiedzieć. Nawet dziś przy pisaniu ciężko zebrać mi myśli. Chyba jedyne momenty, gdy mózg mam w miarę wychillowany, to czas kiedy dziergam i szydełkuję. Chyba dlatego tak mnie do tego ciągnie. Zwłaszcza teraz, gdy przekonałam się, że „nawet jakoś” mi to wychodzi. OK, biorę poprawkę na to, że w oczach „profesjonalistów” efekty nie byłyby takie dobre, ale jak na mój gust, jest całkiem nieźle.

Dowód mojego „talentu” do szydełkowania 🙂

Już nie mogę się doczekać, aż dotrze do mnie włóczka w pięknym szmaragdowym kolorze i wyszydełkuję sobie pluszowego wężusia 🙂 A o wężusiach pisząc… dorobiłam się trzeciego – Węża Heleny, a na imię jej Agatka 🙂 w sumie nie pamiętam czy na blogu o niej wspominałam, więc robię to dzisiaj. Fajny z niej bobas, ale o tym może rozpiszę się kiedy indziej…

Tymczasem, do następnego… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.