Dziś chciałabym powrócić do korzeni bloga i napisać kilka słów o filmie dokumentalnym pt. „Minimalizm – dokument o sprawach ważnych” (tytuł oryginalny Minimalism – a documentary about important things). Film ten już od dłuższego czasu można obejrzeć na platformie Netflix. Pierwszy raz oglądałam go, jeśli dobrze pamiętam, w 2018 roku. Jednak postanowiłam go sobie odświeżyć, przy okazji zapisując parę nowych wniosków z tego seansu.

Kilka kwestii technicznych

Film trwa niecałe 80 minut, więc można uznać go za pełnometrażowe „dzieło” do obejrzenia w luźne popołudnie. Być może dla niektórych z Was będzie istotne to, że jest bez polskiego lektora. Na szczęście możemy włączyć napisy w naszym ojczystym języku. Co ciekawe, film skierowany jest dla osób powyżej trzynastego roku życia.

Krótka zajawka, mająca zachęcić nas do obejrzenia, brzmi:

Mniej oznacza więcej: w tym dokumencie poznajemy historie ludzi, którzy sprzeciwiają się amerykańskiemu ideałowi dążenia do szczęścia poprzez dobra materialne.

Głównymi bohaterami są Joshua Fields Millburn oraz Ryan Nicodemus, autorzy chyba najpopularniejszego, anglojęzycznego bloga o minimaliźmie na świecie. Przez cały film dzielą się z nami swoimi przemyśleniami na temat minimalizmu oraz motywacjami, dlaczego wybrali taki sposób na życie.

Kadr z filmu. Josh (po lewej) i Ryan (po prawej)

Trailer filmu można zobaczyć na YouTube tutaj.

Minimalism – o czym jest film

Już w pierwszych minutach seansu możemy się przekonać, iż autorzy stoją w opozycji do impulsywnego nawyku kupowania. W zasadzie na „dzień dobry” wklejone zostały filmiki ogłupionych amerykanów, polujących na black friday’owe /czy też inne/ okazje. Podobne obrazki znamy również z naszego podwórka. Tu mogę przytoczyć chociażby słynne bitwy o torebki w Lidlu czy o roboty kuchenne w Biedronce.

Następnie wkracza on. Cały na biało… a w zasadzie w zwykłym granatowym T-shircie i jeansach, Ryan Nicodemus. Opowiada nam swoją historię, która niemal nie różni się od wielu podobnych. Pracowałem w korpo, miałem wszystko, ale nie byłem szczęśliwy. Wszyscy słyszeliśmy to już nie raz…

Czy jednak przez to mamy bagatelizować to wyznanie? Absolutnie nie. Za każdą tego typu historią, kryje się nieszczęśliwy człowiek. Jednocześnie Ryan zwraca uwagę na inną ważną kwestię. Jak sam mówi, odczuwał w swoim życiu pustkę, którą zapełniał rzeczami.

Wydawałem pieniądze szybciej, niż je zarabiałem, próbując kupić sobie szczęście.

Ryan i Josh są jednymi z wielu osób, którym udziela się głosu w całym filmie. Przytacza się tu punkty widzenia lekarzy, dziennikarzy, przedsiębiorców oraz innych przedstawicieli różnych dziedzin i zawodów. Autorzy filmu Minimalism już na początku chcą nam wyjaśnić, jakie mechanizmy rządzą człowiekiem i dlaczego odczuwa on tak silną potrzebę posiadania wielu przedmiotów.

Moje przemyślenia w trakcie filmu

W pewnym momencie Ryan opowiada historię, w jakich okolicznościach dowiedział się o minimaliźmie od swojego przyjaciela, z którym znał się większość życia. Jak sam mówi, zastanowiło go, że Josh (Josh Fields Millburn), który prowadził takie samo życie jak on, nagle stał się szczęśliwym człowiekiem.

W tamtej chwili przyszło mi na myśl, jakim Josh był przyjacielem, skoro od razu nie podzielił się swoim odkryciem z Ryanem. Oczywiście, piszę to z przymrużeniem oka. Jednak zastanawiam się, czy był to czas, kiedy minimalizm był jeszcze tematem niszowym, o którym ludzie wstydzili się mówić? Z resztą naszych bohaterów uważa się za jednych z pierwszych znanych minimalistów.

Podobne wnioski nachodzą mnie, gdy w filmie pojawia się scena, gdy Ryan i Josh są na spotkaniu promującym ich książkę. Kamera pokazuje nam skromną grupę słuchaczy, otoczonych wieloma pustymi krzesłami. Oczywiście autorzy słusznie mówią, że liczy się każda osoba, której życie mogą zmienić. /Na szczęście/ kolejne spotkania, które oglądamy, przyciągają już znacznie więcej słuchaczy.

Generalnie, cały film jest bardzo przyjemny wizualnie. Mamy ładne kadry, bliskie ujęcia, uśmiechniętych ludzi. W końcu towarzyszymi Joshowi i Ryanowi w ich rocznej podróży po Stanach, podczas której promują swoją książkę. Do tego wszystko „okraszone” wpadającą w ucho muzyką. Minimalist jest moim zdaniem świetną pozycją do wieczornej herbaty czy kakao. Albo lampki wina, jeśli ktoś woli 😉

I kilka wniosków już po seansie

Myślę, że wielu z nas może przyznać, iż wpadło w pułapkę idealnego świata kreowanego przez social media typu Instagram czy Facebook. Porównujemy się do innych, może czasami im zazdrościmy. Jednak zawsze musimy pamiętać, że poza tym idealnym internetowym światem liczy się coś więcej.

Jasne, kolejny banał, który każdy z nas już pewnie słyszał i czytał nie raz. Jednak czasami najzwyczajniej w świecie, łatwo o tym zapomnieć, w tym natłoku idealnych ludzi i ich żyć.

Nie jest łatwo funkcjonować w takim świecie. Musimy ciągle balansować miedzy tym, co jest nam potrzebne, a przedmiotami, które musimy kupić, nakłonieni przez wyskakującą co kilka minut reklamę na YouTubie.

Jednak autorzy filmu Minimalism chcą pokazać nam alternatywę, dla tego „jedynego i prawdziwego” obrazu sukcesu, jakim jest posiadanie ogromnej willi i kilku samochodów w garażu.

Minimalism – podsumowanie

Nie wiem, czy umiałabym zdecydować się na taki poziom życia, jaki reprezentują obaj autorzy bloga theminimalists.com. Albo inny bohater filmu, który cały swój dobytek mieści w dwóch torbach. Z drugiej strony, mają oni wolność, której naprawdę można im zazdrościć.

Uważam też, że należy mieć do nich ogromny szacunek. Nie tylko za to, ile przedmiotów posiadają. Przede wszystkim za ich wkład w propagowanie minimalizmu. Oraz pokazywanie innym, że to nie przedmioty mają w naszym życiu największą wartość.

Tak naprawdę rozpowszechniamy proste przesłanie świadomego życia z mniejszą ilością rzeczy.

Nie ważne, jak nazwiemy ideę posiadania niewielkiej ilości przedmiotów. Czy to będzie minimalizm, oszczędność czy cokolwiek innego. Najważniejsze jest, aby jak najwięcej osób zrozumiało, że w naszym życiu najważniejsi są ludzie, którzy nas otaczają i wspomnienia, które dzięki nim możemy gromadzić. Oraz doświadczenia, które zdobywamy sami.

Kadr z filmu

Uważam, że Minimalism – a documentary about important things jest filmem dla każdego. Nie ważne, czy jesteś minimalistą, czy z takim stylem życia ci nie po drodze. Nie ma tu nachalnego propagowania tej idei. Autorzy chcą nam jedynie pokazać swój punkt widzenia. Wyjaśniają nam, skąd bierze się w nas ta niepohamowana chęć zakupów. Dlaczego chcemy posiadać jeszcze więcej. Oraz, co najważniejsze, pokazują nam inne możliwości kreowania otaczającej przestrzeni.

Czy jest odkrywczy? Szokujący? Nie. Nie takie jest zadanie tego filmu. Pokazuje, wyjaśnia, skłania do analizy. Nie krzyczy, lecz łagodnie przedstawia pewną rzeczywistość.

Zdecydowanie polecam!