Od ostatniego wpisu, minęło już całkiem sporo czasu, Wtedy było o ludziach. Dziś zaś chciałabym wyrzucić z siebie kilka przemyśleń na temat mojego dotychczas najgorszego zakupu 2020 roku. Mianowicie o smartbandzie/ opasce sportowej Xiaomi Mi Band 4. O najlepszym – czyli Canonie M50 – napiszę innym razem. Zostawię go sobie na przyjemniejsze czasy.

Po co mi to było?

Wszystko zaczęło się od tego, że na początku tego roku w końcu przeszła mi moja złość i niechęć do siłowni. Po ponad rocznej przerwie, znowu złapałam bakcyla i polubiłam ćwiczenia siłowe. Do tego, trochę zazdroszcząc znajomej jej zajawki na bieganie, kilka razy towarzyszyłam jej w treningach. Potem sama zaczęłam robić krótkie trasy. Nawet pobiegłam w dwóch biegach okolicznościowych na 5 km. Przy okazji odświeżyłam swoja garderobę z ubraniami do ćwiczeń. /Na ten temat też pewnie napiszę kiedyś kilka słów./

Wracając jednak do tematu Mi Banda… Przy okazji powrotu do ćwiczeń, zaczęłam się rozglądać za jakąś sensowną opaską, które delikatnie by mnie w nich wspomogła. Jakieś liczenie kalorii podczas ćwiczeń, pomiar tętna, itp. Oczywiście, na rynku takich opasek można znaleźć od groma. Jednak wybrałam Mi Band 4, ponieważ ma całkiem dobre opinie i jest w przystępnej cenie. Znam też kilka osób, które z niej korzystają i są zadowolone.

Skład zestawu. Do ładowania można wykorzystać zwykłą ładowarkę do telefonu.

Opaskę kupiłam w salonie Xiaomi, gdzie zapłaciłam 149zł. Można ją też zamówić w wielu sklepach internetowych, zdarza się nawet, że w niższej cenie. Jednak ja akurat byłam w pobliżu salonu, więc nie szukałam dalej.

Kilka słów o specyfikacji Mi Band 4

Przed zakupem nie zagłębiałam się jakoś specjalnie w to, jakie są wszystkie możliwości tego smartbanda. Przede wszystkim dlatego, że jest to pierwsze urządzenie tego typu, które kupiłam, więc ciężko mi było stwierdzić na czym, poza jego podstawowymi możliwościami, mi zależy. Jednak po ponad dwóch miesiącach użytkowania, mogę napisać coś więcej.

Przede wszystkim jest to całkiem zgrabne urządzenie, które w zestawie zawiera „serce”, czyli wyjmowany ekranik oraz zwykłą gumową opaskę + ładowarkę. Ekranik wyciągamy z opaski przede wszystkim po to, aby naładować baterię. Trzeba przyznać, ze bateria trzyma całkiem długo, bo jeśli mnie pamięć nie myli, swojego Mi Banda 4 muszę ładować ok. co 3 tygodnie. Same paski są wymienne. Co prawda, nie pamiętam czy jakieś były w salonie, a jeśli już to takie jak standardowe, tylko w innych kolorach. Natomiast moja znajoma, która również używa Mi Banda 4, zamówiła całkiem ciekawy pasek z Aliexpres. Ponoć jest tam ich naprawdę spory wybór. Jednak ja póki co zostałam przy standardzie.

Ekran jest dotykowy, jednak, aby go wybudzić i przejść „głębiej” w menu, należy wcisnąć miejsce pod ekranem – jest tam coś w rodzaju guzika. Jednak też działa dotykowo, a odpowiednie miejsce jest zaznaczone delikatnym kółeczkiem. Dzięki temu zachowany jest jednolity wygląd ekranu.

Aplikacja Mi Fit

Do obsługi opaski przydaje się aplikacja Mi Fit, którą bez problemu można ściągnąć na telefony z Androidem i (przynajmniej wg AppStore) iPhony. W samej aplikacji ustawia się kilka podstawowych parametrów, jak datę urodzenia, płeć, wzrost i wagę. Można też sparować telefon z opaską tak, aby wibrowała, gdy ktoś do nas dzwoni albo otrzymujemy SMS – uważam to za całkiem fajną i przydatną opcję. Zwłaszcza dla kogoś, kto nie trzyma wiecznie telefonu przy tyłku. Natomiast mi aplikacja przydaje się przede wszystkim do śledzenia moich postępów w robieniu kroków… ale o tym trochę później.

Ponadto w aplikacji możemy też zmienić grafikę na wyświetlaczu smartbanda. Standardowo jest na nim wyświetlana godzina, data, tętno oraz ilość zrobionych kroków. My możemy sobie wybrać kolorystykę oraz układ, który odpowiada nam najbardziej. Uważam to za całkiem sensowne rozwiązanie. Zwłaszcza, że opcji do wyboru jest całkiem sporo i raczej każdy znajdzie coś pod siebie.

Menu

Jak wspomniałam, Mi Band 4 posiada dotykowy ekran. Jednak wybudza się go poprzez delikatne dotknięcie miejsca pod nim. Do wejścia w konkretną opcję służy również wspomniany „guziczek”. Tak samo wychodzimy z danego poziomu menu.

W samym Menu znajdziemy:

  • Status – informację o zrobionych krokach, przebytym dystansie oraz spalonych kaloriach – wszystko w danym dniu
  • Tętno – stan obecny, choć możemy „wymusić” nowy pomiar
  • Trening – możemy wybrać spośród kilku aktywności, podczas których opaska dokonuje pomiarów (niestety nie wiem, jaki to ma wpływ na wyniki). Te aktywności to: Bieganie na zewnątrz; Bieżnia; Rower; Spacer; Dowolny styl (ćwiczeń); Pływanie w basenie. Zakres bardzo podstawowy. Niestety, aplikacja nie rozszerza wyboru w żaden sposób.
  • Pogoda – na dziś + po przesunięciu ekranu w dół – na 4 kolejne dni.
  • Powiadomienia – tu możemy odczytać np. alerty pogodowe, które również otrzymujemy na Mi Band 4.
  • Więcej – tu możemy włączyć tryb Nie przeszkadzać, wówczas jak dobrze kojarzę, nie przychodzą nam żadne powiadomienia na opaskę; ustawić Alarm – np. jako budzik, wówczas opaska wibruje o wskazanej godzinie; Muzyka – możemy przełączać lub pauzować piosenki, które mamy włączone w telefonie. Ponieważ nie korzystam z żadnych serwisów streamingowych, nie wiem jak się spisuje w ich wypadku. Natomiast z YouTubem działa. Stoper; Minutnik; Znajdź urządzenie – świetna opcja. Po włączeniu telefon, z którym sparowana jest opaska, zaczyna głośno piszczeć; Cichy – możemy całkiem wyciszyć telefon z poziomu opaski. Kolejna fajna opcja; Wyświetlacz – tu też możemy zmienić wygląd ekranu, jednak wybór jest dużo mniejszy niż w aplikacji; Ustawienia – zmiana podstawowych ustawień opaski, np. jasności czy przywracanie jej do ustawień fabrycznych.

Siedziałeś za długo

Jeszcze jedną ciekawą funkcją tego smartbanda jest przypominanie nam o konieczności ruchu. Mianowicie, gdy zasiedzimy się w jednym miejscu zbyt długo, opaska zaczyna wibrować i pojawia się na niej tytułowy komunikat, który ma nas skłonić do ruszenia się z miejsca. Faktycznie, sprawdza się to w momencie, gdy za długo zasiedzę się przy komputerze. Dzięki temu zapewniam sobie choć minimalną dawkę ruchu, nawet będąc w pracy.

Pod spodem czujnik tętna.

Myślę, że jak na tę cenę i możliwości, mamy do dyspozycji całkiem sporo fajnych funkcji. Poza oczywistymi funkcjami, dla których kupiłam Mi Band 4, najbardziej podoba mi się opcja znalezienia telefonu, wyciszenia go oraz przełączania muzyki. Zdarzało się, że korzystałam z Alarmu, jednak budzik w telefonie jest na moje potrzeby wystarczający.

Przejdźmy do meritum – dlaczego tak wkurza mnie Mi Band 4

Jakbym miała ująć to w jednym zdaniu… Bo spełnia swoje zadanie i wymusza na mnie to, żebym ruszyła tyłek. Motywuje mnie do ruchu… Wiem, brzmi śmiesznie. Jednak, mimo że mam tę opaskę tak krótko, w pewnych kręgach moje robienie kroków jest już niema legendarne. O co chodzi z tymi krokami zapytacie? Otóż w aplikacji możemy ustawić sobie pewien poziom kroków, które musimy zrobić każdego dnia. W moim wypadku jest to 8 000. I mało i dużo. Wystarczy godzinny spacer i kroki mam zrobione….

Niestety, w życiu nie jest tak kolorowo. W sezonie zimowym pracuję głównie w trybie biurowym, przez co w czasie pracy robię tylko niewielką część narzuconego limitu. Więc pozostałą część musiałam nadrabiać później. Mam na to dwa patenty. Albo zaraz po powrocie z pracy idę na spacer dookoła osiedla (było tak do momentu, gdy chodziłam do pracy), albo dreptam w domu przed YT. Ważne, żeby kroki zostały zrobione…

Wiem, to nadal nie wyjaśnia tego, dlaczego tak wkurza mnie ta opaska. W sumie to niekoniecznie wina Mi Banda, bardziej mojej głowy. Otóż, każdy dzień, w którym „przejdę” określony limit, zaliczany jest jako kolejny dzień passy. I to jest coś, co sprawia, że nie mogę odpuścić. Moja pierwsza passa trwała 18 dni. Niestety, do zaliczenia kolejnego dnia zabrakło mi ok. 250 kroków. Dawno nie poczułam takiego rozczarowania jak wtedy. Od tamtego dnia nie odpuściłam żadnego dnia.

Ta passa to udręka…

Moja obecna passa trwa 42 dni… i im trwa dłużej, tym gorzej będzie mi to przerwać. Oczywiście, całkowicie zdaję sobie sprawę, że w obecnej sytuacji jest to motywacja całkowicie na plus. /Dla potomnych – w Polsce panuje obecnie zagrożenie epidemiologiczne, przez co duża część osób, w tym ja, pracuje z domu. Dodatkowo jest zakaz poruszania się na zewnątrz, poza załatwieniem koniecznych spraw./ Tak, wiem. Do koniecznych spraw zalicza się również spacer. Jednak, z niewielkim wstydem muszę przyznać, jestem tak rozleniwiona, że naprawdę ciężko zebrać mi się do wyjścia na zewnątrz.

Natomiast dzięki tej opasce nie zalegam totalnie w łóżku. Świadomość tego, że muszę zrobić kroki wisi nade mną tak bardzo, że nie ma opcji, abym ich nie zrobiła w ciągu dnia. Głównie maszerując w miejscu przed YT czy Netflixem…

Kroki, kroki…

Nigdy nie sądziłam, że tak prozaiczna rzecz będzie dla mnie tak upierdliwa. Jestem zwykłym człowiekiem, któremu po prostu czasami się nie chce. A kroki trzeba zrobić… Oczywiście, tytuł, w którym piszę, że żałuję zakupu Mi Banda 4, jest mocno z przymrużeniem oka. Uważam go, za jeden z moich najlepszych zakupów ostatnich czasów /poza aparatem, który zdecydowanie wyprzedza Mi Banda/.

To głupie robienie kroków jest naprawdę fajną motywacją do ruchu, nawet wtedy, gdy nie mieliśmy ograniczeń co do poruszania się na zewnątrz. Zwłaszcza, gdy zdarzają się dni, podczas których większość czasu spędzam na zewnątrz, a wieczorem pojawia się imponujący wynik np. ponad 25 000 kroków – bo i taki dzień się zdarzył 🙂

Wiem, że kwestia tej motywacji nie zależy od samego modelu opaski. Zapewne większość smartbandów ma podobne możliwości. Jednak, skoro posiadam akurat tę konkretną, najłatwiej było mi się oprzeć na tym modelu.

Tak Mi Band 4 prezentuje się na ręce.

Na koniec jeszcze o jednej wadzie…

Niestety, choć jestem bardzo zadowolona z tej opaski, nie jest ona wolna od wad. Mianowicie zdarza się, że dotyk zadziała zbyt dobrze i opaska wibruje, odliczając do startu jakiegoś treningu. Albo podczas wybudzenia ekranu, okazuje się, że jest gotowa zmieniać mi muzykę… Innym razem, dotyk zadziała całkiem losowo i przełącza mi na inne opcje, niż na których mi zależało. Muszę przyznać, że jest to naprawdę denerwujące i upierdliwe. Na szczęście częściej działa lepiej niż gorzej.

A jakie są Wasze motywacje do ruchu? Macie jakieś własne „przygody” związane z opaskami fitness?