Ludzie. Jak ważni są ci odpowiedni

Dziś chciałabym napisać kilka słów o tym, dlaczego uważam, że odpowiedni ludzie w naszym otoczeniu są tak ważni. Nie będę skupiać się na złych relacjach, lecz na tych dobrych, przynoszących nam pozytywne myśli i odczucia. Do napisania tego tekstu, natchnął mnie dość szalony weekend sprzed kilku tygodni.

Ekipa gotowa do lotu

Aby wyjaśnić skąd wzięły się dzisiejsze wnioski, muszę najpierw opisać pewną sytuację. Można powiedzieć, że cała akcja zaczęła się jeszcze w październiku. Siedzimy w pracy i nagle pada propozycja zakupu biletów lotniczych na Sycylię. Mnie na takie atrakcje nie trzeba namawiać. Dwa dni polowania na okazję i mamy. Bilety kupione. Kilka kolejnych tygodni ustaleń i ekipa dziesięciu osób jest gotowa na tę podróż. Powoli załatwiamy sobie noclegi i wynajmujemy auta, którymi będziemy zwiedzać wyspę. Niektórzy nie zapominają nawet o ubezpieczeniu na podróż…

No i mijały sobie te tygodnie i miesiące oczekiwań. Aż w końcu nadszedł 17 stycznia tego cudownego roku. I tak samo nad Kraków, skąd mieliśmy lecieć, nadeszła okrutna mgła. Spędziliśmy na lotnisku jakieś 5h. Potem wywieziono nas do Katowic, dając nadzieję, że jednak polecimy. Po oczekiwaniu kolejnej godziny czy dwóch, z głośników padła informacja, że nasz lot jednak został odwołany… Natomiast to, czego nie powiedziano, to to że „teraz radźcie sobie sami” i kombinujcie jak przed północą zorganizować sobie powrót do Krakowa…

Muszę powiedzieć, że było to jedno z największych rozczarowań w moim życiu. W ciągu tych kilku miesięcy oczekiwań, zdążyłam przyzwyczaić się do myśli, że dodam Sycylię do listy odwiedzonych miejsc. Miał to być świetny „poligon” do szlifowania moich fotograficznych umiejętności. Naprawdę wierzyłam, że mimo niewielkiego warsztatu, przywiozę stamtąd kilka udanych zdjęć. Pogoda wszystko jednak pokrzyżowała.

Plan B

Sobota była ciężka. Zamiast pod Etną, budziliśmy się pod krakowskim niebem (na szczęście z Katowic udało się wrócić jeszcze w nocy)… I tutaj przejdę do sedna. Muszę przyznać, że chyba ja najgorzej zniosłam to, że ten wyjazd się nie udał. Jednocześnie byłam pod wrażeniem, jak pozostali ludzie z naszej grupy dobrze znieśli tę sytuację. Oczywiście, każde z nich pewnie było w jakimś stopniu rozczarowane. Jednak ogólnie dobry humor dopisywał. W końcu nawet ja to przetrawiłam. Choć muszę to przyznać – nastawienie pozostałych było w tym mega pomocne. Nie było wzajemnego nakręcania i rozpaczania. Za to był plan – ratujemy weekend i jedziemy w góry. A konkretnie na Turbacz.

Sprawne planowanie i w niedzielę rano siedzieliśmy w samochodach. /To wciąż zasługa osób, z którymi miałam lecieć na Sycylię, a których w większości nie znałam. Ogniwem łączącym była tylko moja koleżanka z pracy./ Następnie wejście na Turbacz. Kilka ciekawych rozmów i mnóstwo śmiechu. Schronisko, zejście, trochę zdjęć i powrót do domu. Weekend częściowo uratowany.

Ach ci dobrzy ludzie

Piszę o tym wszystkim, ponieważ właśnie podczas tego wejścia na szczyt, najwięcej myślałam o tym, jak ważne są odpowiedni ludzie w naszym otoczeniu. Tacy, którzy nas wesprą dobrym słowem lub uśmiechem. Poklepią po plecach albo powstrzymają od głupot. Ci, którzy rzucą inne światło na to, co nas trapi. A przede wszystkim będą przykładem.

Powyższa historia jest tego świetnym obrazem. Mimo tego ile mam lat, dobrze było brać przykład z tych rozsądnych ludzi, którzy zaistniałą sytuację po prostu przyjęli ze spokojem. Mój temperament aż prosił się o wybuch złości. Jednak patrząc na pozostałych, naprawdę widziałam i czułam, że to nie ma sensu. Stało się. Nie mieliśmy wpływu na pogodę. Życie toczy się dalej.

Faktem jest, że moje kontakty z ludźmi przebiegają baaardzo różnie. Zdarza się, że ich nie lubię i unikam. Innym razem wszystko czego potrzebuję, to dobre towarzystwo. Można powiedzieć, że zachowuję w tym równowagę. Jednak zawsze chcę doceniać dobrych ludzi, których mam wokół. Takich, od których mogę się czegoś nauczyć, chociażby przeprowadzając zwykłą rozmowę. Takich, którzy zniosą mój, nie zawsze łatwy, charakter.

Jakiś czas temu pisałam, o tym, iż toksyczne osoby trzeba wyrzucać ze swojego otoczenia. I w tej kwestii nic się u mnie nie zmieniło. Niezmiennie będę „orędownikiem” tej idei. Jednak myślę, że czasami będąc taką dobrą duszyczką dla innych, możemy im pokazać, że można na pewne rzeczy patrzeć inaczej.

Zawsze będę wracać uwagę na to, że wszystko to, co sądzimy o innych, oni mogą sądzić o nas. Tak, jak ktoś może być dla nas toksyczną osobą, tak samo my, możemy być takim ogniwem w czyimś otoczeniu. Z drugiej strony, czy nie jest świetnie być czyimś powodem do uśmiechu? Czyimś wsparciem i dobrym przykładem?

mały bonus

Kilka moich zdjęć z Turbacza – tam też było dużo mgły 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *