Witajcie. Dziś chciałabym podzielić się swoją opinią o książkach o samorozwoju. Wyjaśnię, dlaczego tematyka, którą kiedyś uważałam za bzdurną i pełną lania wody, teraz mnie tak zainteresowała. Oraz jakie korzyści, według mnie, płyną z czytania tego typu książek. Jak i w sumie książek w ogóle.

Pranie mózgu przez coachów od samorozwoju

Takie mniej więcej jakiś czas temu miałam przeświadczenie o wszystkich szkoleniach, książkach i materiałach związanych z samorozwojem. Wydawało mi się, że jest to tylko lanie wody i wciskanie ludziom górnolotnych idei, które ostatecznie okazują się bzdurami. Wystarczy trafić na niepewnych siebie i niezdecydowanych ludzi i można wmówić im wszystko.

Myślę, że wynikało to z mojej tendencji do przekory. Bo w końcu absolutnie zawsze, gdy słyszę, że muszę coś zrobić, to mam ochotę postąpić dokładnie inaczej. Po swojemu. I zazwyczaj nadal tak to się odbywa.

A przecież książki o samorozwoju nie są niczym innym jak listą rzeczy, które musisz. Musisz zacząć myśleć pozytywne, wyzbyć się złych nawyków, zastanowić się nad swoimi wydatkami, być bardziej otwartym na innych, etc., etc. I nie w tym rzecz, że jestem złym, rozrzutnym i pełnym nałogów człowiekiem. Ale przecież nikt nie będzie mówił mi jak mam żyć. Sama wiem jak postępować i to zgodnie z własnym sumieniem.

Od kryminału…

Tutaj rozwinę nieco to, co napisałam w jednym z akapitów w tym wpisie. Mianowicie, kiedyś byłam fanką książek fabularnych, przygodowych, kryminalnych – czyli niemal każdych, które wpadły mi w ręce. Często wybierałam się do ulubionej księgarni i wybierałam te pozycje, których opisy mnie zaciekawiły.

Z czasem jednak ten gust delikatnie zaczął mi się zmieniać. I jak wspomniałam we wskazanym wpisie, największy skok nastąpił w momencie, gdy zaczęłam pisać bloga. Po pierwsze – kupowanie książek dla jednego przeczytania i trzymania ich na półce, przestało mi odpowiadać. Po drugie – czytając jedną czy drugą książkę o minimaliźmie dostrzegłam, że nie zawierają tyle lanej wody, ile mi się wydawało.

Do tego muszę dodać fakt, iż od dobrych kilku lat interesuje się obrotem oraz inwestowaniem pieniędzy. I choć do pewnego momentu swoją wiedzę czerpałam głównie z internetu, przyszedł dzień, gdy zaczęłam też szukać książek o tej tematyce. Wynikało to mocno z jednego faktu – gdy przez cały dzień siedzę w pracy przed komputerem, w domu najzwyczajniej w świecie, lubię odpocząć przy książce.

… do „Potęgi podświadomości”

Wtedy również zaczęłam zaglądać do księgarni internetowych, bo często posiadają większy wybór niż te stacjonarne, a do tego tam mi się wygodniej szuka konkretnej tematyki. I w tych okolicznościach, choć nie pamiętam tego dokładnie (nie zanotowałam w swoim pamiętniczku), kupiłam swoją pierwszą książkę o samorozwoju, czyli Potęga podświadomości J. Murphy’ego. Pewnie była na promocji i skusiła mnie niską ceną…

Czy polecam tę książkę? Sama nie wiem. Chyba najlepszą recenzją będzie to, że jej nie skończyłam. Choć na pewno kiedyś to zrobię. Aczkolwiek jak na pierwszą książkę dla takiego sceptyka jak ja, był to chyba za ciężki kaliber. Bo przecież wystarczy tylko wierzyć i nasza podświadomość wszystko załatwi. No dobra, nie wiem czy faktycznie o tym mówi, bo czytałam ją dawno i jak wspomniałam – nie dokończyłam.

Na szczęście ta pozycja mnie nie zniechęciła do książek o rozwoju osobistym. Jednak kolejne tytuły, po które sięgnęłam, były bardziej pragmatyczne. Ponieważ był to czas, gdy mierzyłam się z nowymi wyzwaniami w pracy, kupiłam poradniki dla handlowców. W nich znalazłam już konkretniejszą wiedzę i mniej górnolotnego pierdololo („cytując klasyka”).

Eklektyczna biblioteczka

To chyba najlepszy opis mojego regału na książki. Jest kilka kryminałów, jakieś klasyczne tytuły, kilka poradników o inwestowaniu i finansach oraz kilka tytułów w stylu „Myśl i bogać się” (tak mam tę książkę i nawet obecnie jestem w trakcie jej czytania 🙂 może jakaś „recenzja” wkrótce?).

Choć nie jestem typem człowieka, który sięga kilka razy po tę samą pozycję, obecnie staram się wybierać tytuły właśnie z takim zamiarem. A książki o samorozwoju czy ogólnie poszerzające wiedzę, są dla mnie oczywistym wyborem. Ponieważ jak na mój gust, ciężko jest przeczytać drugi raz ten sam kryminał i drugi raz zaskoczyć się jego zakończeniem. Natomiast książka, która zawiera w sobie zapas porad czy złotych myśli, pozwala nam przy każdej lekturze wyciągnąć inne wnioski dla siebie. Za każdym razem adekwatne do momentu w życiu, w jakim się znajdujemy.

Oczywiście nie jest tak, że teraz czytam tylko książki o rozwoju i bogactwie, bo lubię sięgać też po inną tematykę. Dla przykładu podam Czarną wołgę. Kryminalną historię PRL P. Semczuka, którą znalazłam przypadkiem na wyprzedaży w jednym z hipermarketów. Była to mega ciekawa lektura, którą polecałam kilku znajomym. I polecam też Wam. Nie tylko tym zainteresowanym kryminologią.

Po co Ci książki o samorozwoju?

Generalnie nie jest to coś, bez czego nie można się obejść w życiu. Przecież każdy z nas ma swój rozum, swój charakter, spojrzenie na świat. Mamy internet, a co za tym idzie, nieskończenie wiele źródeł wiedzy. Mamy telewizję, a tam wiele ciekawych programów dokumentalnych ;).

Dodajmy swoje doświadczenia oraz doświadczenie rodziny, znajomych i przyjaciół w postaci ich rad. Nie zapomnijmy o swoich przemyśleniach i wnioskach. Czy w porównaniu do zbioru tych wszystkich rzeczy, książki w swojej klasycznej formie są nam potrzebne?

Jasne, że nie. Jednak moim zdaniem warto od czasu do czasu sięgnąć po książkę z zakresu tych „samorozwojowych”. Poniżej kilka mniej lub bardziej sensownych i prozaicznych powodów:

  • Fizyczna forma książki pozwala nam robić dowolne notatki na marginesach – nie jestem fanką tego rozwiązania. Jednak jeśli mamy tu bardziej liberalnych czytaczy, to czemu nie. Alternatywą mogą być samoprzylepne karteczki.
  • Możemy zacząć i skończyć w dowolnym momencie – wynalazek w postaci zakładki /papierka po cukierku czy urwanego kawałka sreberka po czekoladzie/ załatwia sprawę.
  • Położenie sobie takiej książki obok/pod poduszką może być skuteczną motywacją, aby zająć się czymś bardziej sensownym niż oglądaniem (tu cytat) gotujących bąków w telewizji.
  • Brak dostępu do przeglądarki absolutnie w każdej sekundzie skutecznie powstrzymuje od odrywania się od lektury i wyszukiwania każdej rzeczy, która przyjdzie nam do głowy w trakcie czytania. To pomaga faktycznie skupić się na lekturze.
  • Każdy inny powód, który przyjdzie Ci do głowy jako atut czytania książek.

Jednak przede wszystkim – absolutnie każdy z nas jest w stanie z takiej książki wyciągnąć pewne wnioski dla siebie. Niezależnie od zagadnienia, które porusza czy poglądów autora. Myślę, że przez beletrystykę większość z nas jest w stanie przebrnąć niemal bezmyślnie. Natomiast temat rozwoju osobistego częściej wymusza na nas myślenie i własne refleksje. Tak po prostu.

Motywacja!

Gdybym miała znaleźć jeden konkretny powód, dlaczego czytam takie książki, byłaby to właśnie motywacja. Niezależnie od tego, o czym jest dany tytuł czy co autor każe nam robić, abyśmy poprawili jakość naszego życia. Każda taka lektura sprawia, że mi się chce.

Mam ochotę więcej się ruszać, lepiej jeść, przyłożyć więcej uwagi do bloga i regularniej pisać oraz robić więcej zdjęć. Chce mi się częściej czytać, nie tylko o rozwoju osobistym. Mam ochotę zdobywać nową wiedzę i utrwalać tę, którą dysponuję. Chcę uczyć się nowych rzeczy.

Jestem typem człowieka, któremu doskwierają okresowe spadki formy. Wiecie, nic mi się nie che, najchętniej leżałabym w łóżku i oglądała pierdoły na YT. Jednak jeśli tylko uda mi się przełamać tę rutynę i sięgnę po jakąkolwiek książkę o samorozwoju, naprawdę chce mi się więcej od życia. Widocznie tak działają na mnie te tytuły. I w sumie się z tego cieszę, bo dzięki temu znam receptę na te swoje spadki i leniwe okresy.

Książka o samorozwoju książce nie równa

Oczywiście, na rynku znajdziemy takie tytuły, po które warto sięgnąć i wiele osób poleci je nam z zamkniętymi oczami. Oraz takie, przy których powinniśmy zapłakać za drzewami, które zostały ścięte na papier na nie. (Aby nie szukać daleko – Magia zmiany Dżejkoba Magika to wciąż mój antyfaworyt).

Przede wszystkim, uważam, że po takie książki nie warto sięgać na chybił-trafił. Lecz szukać takich, które pokrywają się z naszymi zainteresowaniami bądź odpowiadają na nasze braki. Po przeczytaniu kilku tytułów, zdecydowanie polecam się też nie zniechęcać po jednym czy kilku bublach wydawniczych. Uważam, że nawet z najmniej sensownej lektury można wyciągnąć choć minimalne wnioski. Np., że przed zakupem/ wypożyczeniem trzeba zrobić lepszy reaserch co do autora bądź konkretnego tytułu.

Nie wiem jak długo potrwa moja mini fascynacja tą tematyką. Bez wątpienia jest jeszcze kilka tytułów, po które sięgnę. Myślę, że jeszcze kilka przeczytanym książek i będę mogła zrobić własne podsumowanie, które tytuły uważam za sensowne, a które powinny skończyć jako podpałka pod grilla.

A czy Wy macie jakieś książki o samorozwoju, które polecacie bądź radzicie ich unikać?