Hmmm… w kwestii pisania bloga, ciężko uznać mnie za definicję sumienności. Nie wiem, kiedy minęło te dwa i pół miesiąca od ostatniego wpisu. Jednakże, czas ten w zasadzie dzieliłam między pracą a swoją „nową” zajawką, jaką jest fotografia. Do tego doszły weekendy, podczas których skupiam się na życiu prywatnym. I blog trafił trochę na bok. Jednak nie zapomniałam o pisaniu. Dziś połączę bloga z fotografią i przeleję trochę swoich myśli na „papier”.

Fotozajawka, czyli fotografia po mojemu

O tym, jak zaczęła się moja przygoda z fotografią, wstępnie napisałam już w styczniu. O dziwo, moja pasja nie dość, że się utrzymała, to całkiem dobrze rozwinęła. Oczywiście, jest to moja subiektywna opinia o mojej własnej twórczości. Aczkolwiek, po tylu miesiącach mogę śmiało powiedzieć, że widzę progres nie tylko w robieniu zdjęć, ale także ich komponowaniu i obróbce.

Obecnie tematyka, którą się zajmuje jest tak szeroka, jak sama fotografia. Próbuję trochę bawić się zdjęciami makro (dają mi największą satysfakcję), trochę fotografią street’ową oraz portretami. A w zasadzie autoportretami, aby opanować sztukę kierowania osobą fotografowaną.

Czego dowiedziałam się dzięki fotografii? Tego, że w naszym otoczeniu żyje mnóóóóstwo przepięknych, przeciekawych i mniej lub bardziej fotogenicznych stworzeń. Że na jednym krzewie może żyć kilka gatunków pająków. I tego, że ta forma spędzania czasu jest dla mnie pewnego rodzaju medytacją.

Obecny rok jest dość ciężki dla prawie każdego z nas. Ciężko stwierdzić, jak będzie wyglądało kilka bądź kilkanaście najbliższych miesięcy. A każdy mój wypad z aparatem pozwala mi się trochę wyłączyć i wyciszyć.

Więcej sprzętu, niż talentu

Te słowa usłyszałam kiedyś od znajomego, z którym podjęłam temat fotografii. Nie traktuję tego osobiście. Jednak fakt jest taki, że jak to ja, musiałam „popłynąć” ze sprzętem. Myślę, że w kolejnym wpisie/ wpisach/ trochę rozwinę ten temat.

Póki co, mogę zdradzić, że obecnie pracuję na trzech aparatach. Najnowszy oficjalnie mam od wczoraj. Wiem, to nie jest minimalistyczne podejście. Jednak nie pamiętam, kiedy ostatnio coś tak mnie zajawiło jak robienie zdjęć. Do tego, jak wspomniałam wyżej, dużo bawię się w makro. A nie posiadając specjalnego obiektywu do takich zdjęć, trzeba stosować różne sztuczki, (np. odwrócenie obiektywu), co pewnie opiszę w przyszłości.

Obiektywy, pierścienie pośrednie, statywy, pierścienie odwrotnego mocowania, blendy. Zapewne większości z Was nic to nie mówi. Tak jak mi, jeszcze rok temu. Wciąż się uczę, poznaję kolejne tajniki foto i coraz lepiej się przy tym bawię. A sprzętu przybywa. Mam nadzieję, że razem z nim kolejne umiejętności i skille.

Canon, Nikon, Nikon, Canon

Jak wszędzie i zawsze, i w fotografii mamy podziały. Najprostszy związany z fotografią, jaki mogę podać, to Canoniarze vs. Nikoniarze. Jeszcze do niedawna, byłam w tej pierwszej grupie. Obecnie walczę po obu stronach barykady.

Fakt jest taki, że nie miałam do czynienia z wieloma aparatami. Jednak nawet na podstawie tych trzech, które posiadam obecnie, mogę powiedzieć, co mniej lub bardziej mi odpowiada. Kiedyś pewnie zrobię takie porównanie, jednak jeszcze trochę muszę popracować na Nikonie. Póki co, w serduszku mam Canona <3

(Wiecie, kiedyś też najlepsze były dla mnie węże zbożowe. A odkąd mam pytona królewskiego, uważam, że są równie świetne, jeśli nie lepsze. /Choć mi trafiła się jakaś wybitnie charakterna sztuka, która co jakiś czas próbuje mnie zjeść/.)

Wracając do tematu, nie sprzęt się liczy, a sama fotografia. I mogę powiedzieć, że zarówno Canonem, jak i Nikonem, zrobiłam całkiem niezłe zdjęcia. I też te całkiem nieudane.

Bardziej zaawansowana fotografia

Myślę, że każdy z nas miał w swoich rękach aparat. U mnie w szufladzie leży jeszcze mały kompaktowy Olympus sprzed kilku lat (w tym momencie sobie o nim przypomniałam, co wskazuje na to, że jednak aparatów mam więcej niż trzy).

I kto z nas nie robił zdjęć na trybie Auto. Pamiętam, gdy pierwszy raz zrobiłam zdjęcie lustrzanką w tym trybie. Byłam pod wrażeniem efektu i czułam się jak specjalista. Jednakże prawdziwa magia zaczyna się, gdy opanujemy tryby manualne. Gdy mamy niemal całkowitą kontrolę nad tym, jaki efekt osiągniemy. Piszę niemal, ponieważ czasami nasza wizja nieco różni się od finalnego zdjęcia. Ale to akurat nie powinno nas zrażać. I przy odpowiedniej praktyce, jesteśmy w stanie zniwelować ten efekt.

Jak to mówi mój cudowny Mężczyzna, obecnie w Internecie jest tyle wiedzy, że tylko głupiec z tego nie korzysta. Dlatego też polecam każdemu, kto choć trochę lubi i robi zdjęcia, chociażby telefonem, aby pogrzebał trochę w tym Internecie i poszukał informacji, jak robić ciekawe fotki. Nawet zwykłym telefonem – uwierzcie mi, widziałam dużo świetnych fotek zrobionych właśnie wbudowanymi w nie aparatami.

A poniżej trochę mojej radosnej twórczości 🙂

Kaczka nad Zalewem Nowohuckim w Krakowie
Żuczek z Ojcowskiego Parku Narodowego
Odpoczywająca ćma
Wróbelki we wrocławskim ZOO
Trzmiel uchwycony pod biurem
„Galerię” zakończę autoportretem 😉

Po więcej zapraszam na moje konto na Instagramie 🙂

A Wy robicie zdjęcia? Może macie jakąś inna ciekawą zajawkę?