Czerwona bluzka – symbol mojego minimalizmu

Nie wiem, czy minimalizm w ogóle ma jakiś symbol. W sensie ogólny minimalizm. Bo mój go ma. Jest nim czerwona bluzka. Bluzka, której nie kupiłam. Jednak wpłynęła ona na moje zakupowe decyzje w przyszłości.

Zakupy z nudów

W nawiązaniu do tego, o czym wspomniałam we wpisie na temat mojego tegorocznego wyzwania, czyli #nonshopping’u, na zakupy często chodziłam z przyjaciółką (Aga, pozdrawiam Cię ;)). To ona zazwyczaj jest osobą, która podsuwa mi ubrania, które mogłabym kupić.

W zasadzie, do czasu gdy świadomie wybrałam minimalizm, zakupy czy chodzenie po sklepach, było moim sposobem na nudę np. w brzydką pogodę. Oczywiście nie był to jedyny sposób, jednak zdarzało się to od czasu do czasu. Nie zawsze miałam w głowie plan na kupno konkretnej części garderoby. Dużo częściej były to spontaniczne zakupy. Ponownie… bo promocja, bo tanie, bo się może przyda.

Właśnie na takich zakupach byłam pewnego dnia z Agą. Jak zwykle chodziłyśmy po popularnej sieciówce w jednej z krakowskich galerii. Wielkie, czerwone, bijące po oczach szyldy “PROMOCJA“. Chodziłyśmy sobie między wieszakami i przeglądałyśmy wiszące na wieszakach ubrania.

W moim odczuciu, większość z nich była marnej jakości i nawet promocyjna cena nie była tutaj adekwatna. Pomijam fakt, że poziom cen na takich promocjach i tak jest zazwyczaj dość wysoki. Na szczęście każdy z nas ma wybór i wcale nie musi z tych promocji korzystać.

Skąd bluzka w kolorze czerwonym?

Aga jak zwykle podeszła do mnie z wieszakiem, na którym wisiała ta konkretna bluzka. Nie była wyjątkowa, nie wyróżniała się z niczym szczególnym.

Powód, dla którego “miałam” ją kupić, była właśnie ta promocyjna cena. Jeśli dobrze pamiętam, było to 29,99 zł. Jak zawsze w takiej sytuacji, poszłam do przymierzalni sprawdzić czy pasuje. Niby wszystko było OK, jednak nie kupiłam wówczas tej bluzki.

Po pierwsze, po prostu nie byłam do niej przekonana. Niby ładna, pasowała, w miarę w dobrej cenie. Jednak jakością nie powalała. Również nie poczułam nic w stylu “muszę ją mieć”. Ot, zwykła bluzka, w intensywnym kolorze.

Po drugie, podczas tego przymierzania uświadomiłam sobie, że przecież mam już czerwoną bluzkę. Zupełnie inną, jedyne co je łączyło, to kolor. Jednak zastosowanie miałyby identyczne. I to był właśnie jeden z pierwszych momentów, gdy zaczęłam zastanawiać się nad sensownością takich zakupów. Impulsywnych, nieprzemyślanych, spontanicznych.

W pewnym sensie miałam szczęście, że przypomniałam sobie o tej posiadanej już bluzce. W innym wypadku byłby to dość bezsensowny zakup. Albo miałabym dwie rzeczy o identycznym zastosowaniu, albo straciłabym czas na zwrot tej zakupionej. Jednak tego dnia nie miałam tego problemu.

Ale od razu robić z niej symbol?

Pewnie, że nigdzie w moim pokoju nie wisi żadne jej zdjęcie. Nie piszę peanów czy pieśni wychwalających. Tylko krótki wpis tutaj 😉 Nie będę też forsować ustanowienia Święta Czerwonej Bluzki. Jednakże gdzieś w mojej głowie stanowi ona symbol pewnej przemiany w podejściu do zakupów.

Tamten moment był dopiero początkiem. Jeszcze nie kierowałam się minimalizmem w swoim życiu. W zasadzie, przez jeszcze jakiś czas, niewiele o nim wiedziałam. A już na pewno nie myślałam wówczas o tym, że będę prowadzić bloga na jego temat.

Chciałabym jednak, aby ten wpis uświadomił Ci, jak bezsensowne bywają niektóre zakupy. Nie musisz być minimalistą, aby zacząć rozsądniej kupować. Analizować to, ile i na co wydajemy pieniądze. Można zagracać szafę przez kilka lat, kupując takie same ubrania, różniące się jedynie kolorem. Albo posiadać kilkanaście czerwonych bluzek, różniących się długością rękawa, kołnierzykiem, guzikami, czy czym tam mogą się różnić ubrania.

Pewnie, że mam kilka T-shirtów w różnych kolorach, w których chodzę na przemian. Jednak jest to podstawa mojej garderoby. Ze względu na charakter mojej pracy, to jak się ubieram zależy tylko ode mnie – oczywiście zachowując pewne zasady i kulturę ubioru.

Ze wszystkich rodzajów spodni, preferuję jeansy, więc ich też mam kilka par. Różnią się jedynie delikatnie fasonem, jednak wciąż uważam je za najbardziej uniwersalne spodnie. Chciałabym jednak być dobrze zrozumiana. Nie mam na myśli tego, aby wszystko co posiadasz było oryginalne w swojej formie i zastosowaniu. Wcale nie musi tak być.

Od tamtego dnia, zawsze zastanawiam się, jak wykorzystam daną rzecz oraz jak bardzo jest mi ona niezbędna. Nie chcę iść w ilość posiadanych przedmiotów, lecz w ich jakość i użyteczność. Nie kupuję niczego, tylko ze względu na promocję. Każdy zakup jest zdecydowanie bardziej przemyślany.

Swój budżet również ukierunkowuję w trochę inne rejony. Bardzo zależy mi na rozwijaniu swojej pasji, jaką jest podróżowanie. Już nie oglądam na YouTube filmików z recenzjami kosmetyków. Wybieram kanały, z których mogę się czegoś dowiedzieć o świecie i sobie.

I można powiedzieć, że wszystko rozpoczęło się od tej właśnie czerwonej bluzki… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *