Ok. Migreny, Madena Handmade, fotografia, YouTube, terrarystyka. Sporo tego. I w zasadzie wokół tego ostatnio kręcił się mój blog. A przecież nie na tym opierał się na początku. Fakt. Zatem tym wpisem chcę się nieco cofnąć do korzeni i wrócić do tematu minimalizmu.

Nadal minimalistka?

Nie wiem. To znaczy w sumie, wiem. Ale minimalistka z kilkoma potknięciami. A że dawno nie pisałam, dzisiaj będzie mała spowiedź…

Niemal cały ubiegły rok minął mi pod znakiem fotografii. Jak kiedyś już (chyba) wspomniałam, pierwszą rzeczą jaką dowiedziałam się na kursie fotografii, to to, że mój aparat to już staruszek. Zatem łapiąc fotograficznego bakcyla, nie mogłam sobie pozwolić na pracę na takim sprzęcie, więc rok 2020 rozpoczęłam od zakupu nowego aparatu. Był to jeden z moich najlepszych zakupów – uwielbiam ten aparat. Pozwala mi na realizowanie moich dwóch pasjii: fotografii oraz kręceniu filmów na YT (w tym drugim jestem słaba, ale mam frajdę ;)).

Potem okazało się, że (co oczywiście tylko częściowo jest prawdą) dobrych zdjęć nie da się robić jednym obiektywem. Więc wpadłam w niewielki zakupowy szał i nabyłam tych obiektywów kilka. Wszystkie lubię, choć najczęściej i tak używam dwóch: Tokiny 100mm 2.8 oraz Heliosa 44-2 do fotografii makro (bo to ona mnie najbardziej wkręciła. BTW chcecie jakieś moje „recenzje” tych obiektywów?)

Coś jeszcze? Było trochę ubrań, ale chyba nie tak wiele, jakby się mogło wydawać. Same najpotrzebniejsze 😉 No i książki, ale ich nie potrafię sobie odmówić i nigdy nie zamierzam. Aaaaaa potem przyszedł rok 2021 i wszystko stanęło na głowie…

Biznesy

Tak. Jestem na etapie rozkręcania własnego biznesu. Marzyłam o tym odkąd pamiętam i przyszedł ten moment, gdy pojawił się też pomysł. Idzie mi różnie, ale uważam, że cały czas do przodu. No i wciąż uczę się nowych rzeczy, co mnie mega jara. Choć najbardziej na świecie, przynajmniej obecnie, jara mnie strona internetowa, którą postawiłam całkowicie samodzielnie, gdzie sama piszę teksty oraz robię zdjęcia. /Tu przydał się kurs fotografii 🙂

Jak wiadomo, każde biznesy mają plusy dodatnie i plusy ujemne. I tu dochodzimy do biznesowych zakupowych plusów ujemnych. Wiadomo, każdy biznes opiera się na innych aktywach. Mój opiera się na sprzęcie. Zatem oto jesteśmy…

Rok 2021 rozpoczęłam od zakupu hafciarki komputerowej. Czy to minimalistyczne? Absolutnie. W końcu spełniam swoje marzenia, a minimalizm nie może w tym przeszkadzać. Tu pojawia się natomiast niewielki szkopuł. Szafkę, w której kiedyś trzymałam buty, a których się pozbyłam (ponad 20 par), zamieniłam na szafkę z materiałami. Z której te materiały się wysypują.

A to już ciężko nazwać minimalizmem. Ale cóż począć, skoro materiały są ładne i ciągle wydaje mi się, że te, których nie mam są ładniejsze i będę dzięki nim miała lepsze pomysły? Albo co gorsza, pojawia mi się świetny pomysł, ale nie mam materiału, który by pasował do mojej wizji? Istna udręka i ciągły dylemat.

Dylematy

Te dylematy towarzyszą mi niemal bez przerwy. Robić nowy projekt czy zdjęcia? Wziąć się za opisy produktowe czy może napisać wpis na bloga? I czy ma to być blog prywatny czy firmowy. Może poćwiczyć. A skoro poćwiczyć to siłownia czy rower? Joga czy pływanie? A może po prostu odpocząć, bo przecież wciąż pracuję na etacie, więc regeneracja wciąż mi jest potrzebna.

Dylematy, dylematy, dylematy. Pęka mi od nich głowa. Wiem, że muszę włożyć mnóóóóóstwo pracy w rozwój Madena Handmade, bo nie mam budżetu na rozwiązanie wielu kwestii. I bardzo wiele tej pracy wkładam. Czy się opłaca? Mam nadzieję, że przyjdzie taki dzień, że się opłaci. Póki co, walczę.

A jak walczę, to coś mnie kusi, że powinnam sobie to potem wynagradzać. Czym? Gadżetami. I w tym miejscu dochodzimy do clou. Poza tak ważnym sprzętami, jak hafciarka czy nowy komputer (tak, tak, to też tegoroczny zakup), pokusiłam się o kupno zegarka i super (wg mnie of course) butów.

Minimalistyczny dowcip jest taki, że zegarków miałam już 3. Par butów też kilka. Więc po co mi to było?

Bo mogę

Prostacka odpowiedź, wiem. Jednak w całym tym tegorocznym zamieszaniu, uważam, że były to jedne z najnormalniejszych zakupów jakich dokonałam.

Uważam, że minimalistycznie trzymam się dość dobrze. Nie spędzam czasu na łażeniu po sklepach i dokupywaniu kolejnej pary spodni czy bluzki. Wręcz przeciwnie. Ograniczam ilości ubrań jak mogę. I nadal wydaje mi się, że więcej zużywam niż kupuję. W najgorszym wypadku sytuacja jest constans. Tzn. ile kupuję, tyle wyrzucam lub wynoszę do kontenera na odzież. Choć w zasadzie nie do końca wynoszę, bo póki co, dopakowuję do toreb do tego przygotowanych.

Książek też w tym roku kupiłam zdecydowanie mniej niż w poprzednim. Jeśli dobrze pamiętam, to są spore szanse, że był to jeden tytuł i to biznesowy. Bo nie mam czasu na czytanie ;( tzn. mam. Ale przez tabletki na migrenę spanie brało mnie w 5 minut po otwarciu książki – o tym pisałam z resztą poprzednio.

Co dalej z moim minimalizmem?

Nie będę ukrywać, że się nieco pogubiłam i czuję przytłoczenie rzeczami. Choć nie są to przedmioty kupione dla zabawy, bo większość z nich miała być w jakimś stopniu wykorzystana w MH. Tylko w wielu momentach zabrakło mi zapału, więc te przedmioty leżą i czekają na lepsze czasy.

Jednak mocno wierzę, że w końcu nabiorę sił i ten zapał oraz wena mi wrócą. Kto będzie trzymał za mnie kciuki? Oczywiście, nie tylko za rozwój MH, ale również za to, aby może życie wróciło na minimalistyczne tory. I nie tylko rzeczowo, ale przede wszystkim mentalnie. Bo trzeba mi tego, jak chyba niczego innego.

Wpis, być może standardowo, chaotyczny, ale zamiast włączyć TV, postanowiłam spontanicznie wylać z siebie te kilka słów.

Trzymajcie się cieplutko!